• Wpisów: 11
  • Średnio co: 173 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 19:26
  • Licznik odwiedzin: 2 112 / 2080 dni
 
imnm0
 
Purple Sky 11

Weszliśmy po schodach do środka. Było tam naprawdę ładnie. Zdjęliśmy buty.
 - Chodź na górę. Na parterze mieszkają dziadkowie – powiedział Nick.
Gdy podeszłam do schodów, drzwi, które prowadziły w głąb parteru, otworzyły się. Pojawił się w nich starszy pan, strasznie podobny do mamy Lily i Nicka.
- Dzień dobry - zwróciłam się do niego.
- Witam - odparł z szerokim uśmiechem, po czym zwrócił się do Nicka - Nick, co to za panienka? Twoja nowa dziewczyna?
- Dziadku, przestań. To znajoma moja i Lily. Tata wydaje książkę jej mamy.
- Mhm. No to bawcie się świetnie!
- Dziękujemy. Do widzenia! - powiedziałam i weszłam po schodach na górę.
Stanęłam w przepięknym pomieszczeniu. Było to połączenie kuchni z pokojem gościnnym. Obie części podobnie urządzone. Ściany i większość mebli były białe, a dodatki w żywych kolorach. Przykładowo, przy białym blacie kuchennym stały krzesła w neonowych kolorach, a dywan pod stolikiem w pokoju gościnnym był w kolorze żywej zieleni.
Moje rozglądanie się i podziwianie wszystkiego przerwał wrzask Nicka:
- Lily!
- Co?! – usłyszałam dziewczęcy głos zza jednych z drzwi.
- Zastanów się co! – odkrzyknął chłopak, po czym zwrócił się do mnie. – Ona dużo zapomina i często nie potrafi skojarzyć faktów.
Usłyszałam kroki i zza drzwi po prawej stronie wyszła Lily
- Jej, Amy! Cześć piękna! – podeszła i przytuliła mnie.
- Jej, Lily! Nie jestem piękna! – próbowałam ją naśladować, odwzajemniając uścisk.
- Jej, jak słodko! – powiedział piskliwym głosem Nick, przedrzeźniając nas.
Zaśmiałam się. Spojrzałam na Lily. Ta wlepiała w brata morderczy wzrok.
- Dobra, idę do siebie – powiedział chłopak i zniknął za drzwiami po lewej.
W tym momencie posmutniałam. Uświadomiłam sobie, że wolałabym spędzić ten czas z nim, a nie z Lily. Gdy patrzyłam na jego znikające za drzwiami plecy, miałam ochotę krzyknąć: „Wracaj tu!”. Wyszłabym na wariatkę. No cóż, musiałam uśmiechnąć się i chociaż próbować dobrze bawić się z Lily.
Ruszyłyśmy do jej pokoju. Było tam naprawdę ślicznie, lecz nie miałam siły, by się nim zachwycać. Cały czas w myślach miałam Nicka. Jego uśmiech, jego błękitne oczy…
- Yyy… Amy? – odezwała się Lily.
- Przepraszam, zamyśliłam się.
Lily pokazała mi swoją garderobę pełną ciuchów oraz własną łazienkę. Udawałam, że tylko o tym myślę. Chyba dobrze mi szło, bo Lily wcale się nie zorientowała, że cały czas chodzi mi po głowie jej brat.
Po pewnym czasie, spędzonym na ukrytym rozmyślaniu o Nicku, spojrzałam na zegar.
- Jejku, to już szósta? Muszę lecieć!
- A znasz drogę do domu? – zapytała dziewczyna.
- Słabo… - odpowiedziałam zgodnie z prawdą – Ale dam radę!
- Przestań, nie puszczę cię samej do domu! Oszalałaś?
„Może Nick mnie odprowadzi?” – pomyślałam z nadzieją.
- Tata mówił, że ma coś do załatwienia z twoją mamą, więc może przy okazji podwieźć cię do domu – uśmiechnęła się Lily.
Otworzyła drzwi i wyszła. Skorzystałam z wolnej chwili i zaczęłam jeszcze intensywniej myśleć o Nicku. Przypomniałam sobie jak dziś mnie przywitał, jak świetnie wtedy wyglądał...
Lily wróciła do pokoju.
- Tata powiedział, że tylko zadzwoni do twojej mamy i zapyta się, czy może przyjechać. Jeśli się zgodzi, zaraz pojedziecie – powiedziała.
- Czyli już mogę się zbierać, bo mama na pewno się zgodzi.
- No spokojnie, gdzieś ci się spieszy?
Miałam ochotę odpowiedzieć: „Nie, po prostu chciałabym w spokoju pomyśleć o Nicku”. Ale nie mogłam. Nawet nie wiem dlaczego. Nie byłam w stanie przewidzieć, jak zareaguje Lily na słowa: „Słuchaj, cały czas myślę o twoim bracie”. Jednak wolałam nie ryzykować.
Siedziałyśmy w ciszy. Nagle wpadłam na świetny pomysł.
- Wiesz co? Może pójdziemy do Nicka? Chciałabym mu podziękować i ogólnie się pożegnać.
Lily chyba nie spodobał się ten pomysł. Czyżby się czegoś domyślała?
- No dobra, chodź – powiedziała niechętnie.
Wyszłyśmy  z pokoju i stanęłyśmy przed drzwiami, za którymi wcześniej zniknął Nick. Zapukałam.
- Po co pukasz? – zdziwiła się dziewczyna – Ja to bym od razu weszła!
- Nie chciałam się narzucać…
Po chwili zza drzwi usłyszałam upragniony głos:
- Proszę!
Weszłyśmy. Chłopak siedział plecami do nas, gapiąc się w monitor komputera.
- Nick, Amy ma do ciebie sprawę… - zaczęła Lily.
On szybko się odwrócił i wstał. Nie wiem jakim cudem, ale dostrzegłam radość w jego oczach.
- Słuchaj, chciałam ci ogólnie podziękować i…
Nie dokończyłam, bo przerwał mi krzyk pani Boyd, chyba z kuchni:
- Lily, chodź tutaj!
- Idę, idę… - powiedziała, po czym zwróciła się do mnie z uśmiechem. – Amy, jak skończysz swoją przemowę, przyjdź do kuchni.
- Ok.
Wyszła, zamykając za sobą drzwi. W głębi duszy strasznie się ucieszyłam. Tak, wiem, jestem dla niej okropna, ale ja po prostu nad tym nie panuję!
- Teraz możesz spokojnie dokończyć – powiedział Nick
- No, chciałam ci podziękować za to, że tyle ze mną wytrzymałeś…
- Raczej ty ze mną! – zaśmiał się – Przestań, było naprawdę świetnie.
- A tak ogólnie to przyszłam się pożegnać – dokończyłam
Chłopak wyraźnie posmutniał. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Staliśmy w kompletnej ciszy. Po chwili Nick odezwał się cicho:
- Słuchaj… Jesteś tu nowa… Pewnie nie znasz dobrze miasta… - zawiesił głos, po czym dodał odrobinę pewniej – Może chciałabyś, żeby ktoś cię po nim oprowadził? Na przykład ja?
W tym momencie poczułam, jakbym ze szczęścia zaczęła latać.
- No pewnie, byłoby świetnie!
Nagle do pokoju weszła Lily.
- Amy, chodź, bo tata już jedzie – powiedziała.
- Ok. Już idę.
Ostatni raz spojrzałam na Nicka. Był dość zakłopotany, lecz ja nie miałam już czasu. Pożegnałam się i wyszłam.
Wychodząc wraz z Larry’m z domu Boydów, przypomniałam sobie słowa dziadka Nicka i Lily: „Nick, co to za panienka? Twoja nowa dziewczyna?”.
„Może już niedługo, proszę pana” – odpowiedziałam mu w myślach, uśmiechając się.
______________________________________
Jeśli masz jakieś pytania - ask.fm/purplesky0
Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle.
Dziękuję :*

Nie możesz dodać komentarza.