• Wpisów: 11
  • Średnio co: 167 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 19:26
  • Licznik odwiedzin: 2 013 / 2014 dni
 
imnm0
 
Purple Sky 10

- Hej. Gotowa? - zapytał, spoglądając na mnie z uśmiechem.
Zdziwienie odebrało mi mowę. Po prostu stałam tam i patrzyłam na niego.
- Czemu jesteś taka zdziwiona? – zapytał. - Niech zgadnę, Lily nie powiedziała ci, że przyjdę?
- Powiedziała, że ktoś przyjdzie, ale nie powiedziała kto... Myślałam, ze to będzie raczej twój tata...
- Jejku, ta Lily jest czasami okropna. No ale nieważne… Idziemy?
Uśmiechnął się, wyszczerzając śliczne, białe zęby. Dopiero teraz dotarło do mnie to, czego nie zauważyłam wczoraj. Był naprawdę przystojny. Światło padało na jego rude włosy, jeszcze bardziej uwydatniając ich cudowny kolor. Jego błękitne oczy spoglądały na mnie z góry, bo był o wiele wyższy ode mnie. W zwykłej białej koszulce i kolorowych spodenkach wyglądał cudnie. Nie mogłam oderwać od niego wzroku.
- Jasne, jasne - powiedziałam, przerywając rozmyślania na temat jego osoby.
Ubrałam buty, wzięłam torebkę i wyszliśmy. Nick elegancko przepuścił mnie w drzwiach.
Jednak na podwórku nie stał ani samochód, ani skuter, ani nic innego, czym moglibyśmy dostać się na miejsce.
- Jak daleko jest stąd do twojego domu? - zapytałam go.
- Jakieś cztery mile - odparł.
- Sześć kilometrów... - szepnęłam sama do siebie.
- Co?
- Nic, nic. Po prostu w Polsce liczymy odległość w kilometrach i musiałam sobie zamienić, żeby zrozumieć jak to daleko.
- Aha. Ale nie martw się, nie będziemy szli czterech mil pieszo! Nie pozwoliłbym na to, bo nigdy więcej nie chciałabyś nas odwiedzać.
- Niech zgadnę... Autobus? - spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Tak. Skąd wiesz?
- Tego dnia, gdy poznałam Lily, musiała się pospieszyć na autobus. Powiedzieli mi, że do Santa Monica nie ma metra.
- Racja, mają je chyba wybudować w 2016r. Ale my nie musimy się spieszyć tak jak Lil, bo do przystanku jest niedaleko, a nasz autobus odjeżdża za 15 minut.
Rzeczywiście, przystanek był kilka ulic dalej. Do przyjazdu autobusu zostało 10 minut. Kupiliśmy bilety i usiedliśmy na przystanku. Nagle Nick wskazał palcem drugą stronę ulicy i krzyknął:
- Patrz, budka z lodami! Chodź!
Nie zdążyłam zareagować, bo on już stał przy przejściu dla pieszych. Nie pozostało mi nic innego jak go dogonić.
- Jakiego chcesz? – zapytał.
- A ty jakiego bierzesz?
- Truskawkowego. Jest najlepszy.
- Ok, zaufam ci i też wezmę tego.
Nick podszedł do budki i poprosił o dwa lody truskawkowe. Zaczęłam szukać portfela w torebce, by móc zapłacić.
- Trzy dolary - powiedziała sprzedawczyni.
Nick wyjął pieniądze z kieszeni i zabrał lody. Dał mi jednego z nich.
- Ok, ile jestem ci winna? - zapytałam, trzymając portfel w dłoni.
- Nic.
- Jak to nic? Wydaje mi się, ze to było półtora dolara. Zaraz ci je oddam.
- Nic nie oddawaj, bo się obrażę i ucieknę z płaczem i nie będziesz wiedziała jak się dostać do mojego domu.
- Chciałabym zobaczyć jak uciekasz z płaczem - zaśmiałam się, a po chwili dodałam - No ale niech ci będzie.
- Cieszę się.
- Ale kiedyś się odwdzięczę!
- Dobrze, dobrze - uśmiechnął się.
Wróciliśmy na przystanek. Po chwili nadjechał autobus. Jednak nie wyglądał jak polskie PKS-y. Raczej przypominał autobus, którym jeździ się na wycieczki szkolne. Z tą różnica, ze był niższy, czerwony i widniał na nim biały napis METRO RAPID*.
Wsiedliśmy do środka. Wewnątrz wyglądał jak typowy polski autobus miejski, lecz był czystszy i bardziej zadbany. Skasowaliśmy bilety i usiedliśmy na wolnych miejscach.
- Chyba skończyły nam się tematy do rozmowy... - stwierdził Nick.
- Nie, na pewno nie. Zaraz coś wymyślę...
- Gadaliśmy już chyba o wszystkim.
- Wiem! Nie gadaliśmy o zwierzętach.
- No ok. To co powiesz na temat zwierząt? - powiedział uśmiechając się.
- Hm... Wiesz co? Miałam kiedyś królika. Byłam bardzo mała, a że to była samiczka to nazwałam ja Pani Królikowa.
- Pani Królikowa? Nieźle - zaśmiał się.
- No weź, miałam może z pięć lat.
- Dobra, już nic nie mówię.
- No i słuchaj. Ogólnie to uwielbiałam tego królika. Zawsze chciałam dla niego jak najlepiej, więc prawie codziennie wypuszczałam go z klatki. Moi rodzice często się o to gniewali, bo zawsze musieli po Pani Królikowej sprzątać, ale ja się tym nie przejmowałam. No i pewnego dnia jak zwykle ją wypuściłam. Po pewnym czasie zginęła, ale nikt się tym nie przejmował. Poszłam do koleżanki i całkowicie o niej zapomniałam. Później, gdy wróciłam, mama opowiedziała mi, jak to chciała włączyć telewizor, ale się nie dało. Pomyślała, że to może coś w kablach, więc podeszła i chciała sprawdzić co się stało. Dotknęła kabli za szafą, coś lekko ją połaskotało, ale telewizor się włączył. Później, gdy tata wrócił do domu, miał ten sam problem. Jednak postanowił dokładniej obejrzeć kable. Okazało się, że Pani Królikowa przegryzła kable! Wtedy rodzice zakazali mi ją wypuszczać.
- No co ty? – zaśmiał się Nick – Ale ona to przeżyła?
- Tak, po pewnych czasie wyszła zza szafy cała i zdrowa. Żadnego porażenia prądem, nic.
- Jej, miała niezłe szczęście.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Gdy autobus zaczął zwalniać Nick zwrócił się do mnie:
- Wstawaj, tutaj wysiadamy.
Wstaliśmy i wyszliśmy  z autobusu. Santa Monica było naprawdę ślicznym miejscem. Przy ulicach palmy, w powietrzu zapach oceanu… Chciałabym tu mieszkać.
- Gdzie jest twój dom? – zapytałam.
- Kilka kroków stąd.
Szłam posłusznie za Nickiem. Weszliśmy w kilka bocznych alejek, aż w końcu stanęliśmy przed przepięknym, dużym domem.
- No, jesteśmy na miejscu – spojrzał na mnie i uśmiechnął się.

*0.tqn.com/(…)LA_Metro_Rapid_Local_Background_Scott_…

______________________________________
Jeśli masz jakieś pytania - ask.fm/purplesky0
Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle.
Dziękuję :*

Nie możesz dodać komentarza.