• Wpisów: 11
  • Średnio co: 173 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 19:26
  • Licznik odwiedzin: 2 112 / 2080 dni
 
imnm0
 
Purple Sky 6

Na lotnisku czekał na nas facet z kartką, na której napisane było „Truman Family”. Był ubrany w garnitur, miał rude włosy, lecz gdy się przyjrzałam ujrzałam wśród nich dużo pojedynczych, siwych włosów. Uśmiechnął się, widząc nas. Gdy się przywitał, tata wyjaśnił mi, że to właśnie on jest tym tajemniczym „wydawcą z Kalifornii”.
- Nazywam się Larry Boyd, ale możesz mówić do mnie Larry – powiedział, ściskając moją rękę.
- Amanda Truman – przedstawiłam się.
Stwierdziłam, że skoro jestem w Stanach to wszyscy mogą do mnie mówić Amy, więc szybko dodałam:
- Ale możesz mi mówić Amy, Larry – uśmiechnęłam się szeroko.
Gdy, będąc jeszcze w Polsce, zastanawiałam się nad postacią „wydawcy z Kalifornii”. Sądziłam, że nigdy go nie spotkam, ponieważ moi rodzice nie lubią łączyć życia zawodowego z prywatnym. Jednak dochodzę do wniosku, że skoro tak mile się ze mną przywitał, to chyba będziemy się spotykać częściej niż to sobie wyobrażałam. Tym bardziej nie spodziewałam się go spotkać na lotnisku. W końcu taki wydawca musi być porządnie zajęty…
- Ile masz lat, Sweetheart? – uśmiechnął się wesoło.
- Piętnaście.
To „Sweetheart” tak mnie rozczuliło, że nie mogłam przestać się uśmiechać.
- Och, to świetnie! – Larry podniósł głos. – Musisz poznać moje dzieci, są w podobnym wieku.
Jego optymizm zaczął mnie przerażać. Wciąż był wesoły, uśmiechał się coraz szerzej…
- Dobrze, nie stójmy tu tak. Czas zobaczyć wasze nowe mieszkanie.
Ucieszyłam się, że przestał już mnie wypytywać. Jednak jeszcze bardziej ucieszyłam się z tego, że będę mogła zobaczyć moje nowe miejsce zamieszkania na żywo, a nie tylko na zdjęciach. W końcu też będę mogła zobaczyć mój pokój!
Gdy mama pokazywała mi zdjęcia domu na swoim laptopie, pominęła mój pokój. Powiedziała, że to jest niespodzianka i że lepiej będzie jeśli po raz pierwszy zobaczę go na żywo. Oczywiście, ciekawość mnie zżerała, ale dałam radę
Wsiedliśmy do jakiegoś samochodu. Nie wiem, czy był to samochód Larry’ego, czy jakiś wynajęty, ale nie miało to większego znaczenia.
- Stąd do Brentwood jest jakieś 16 mil, czyli pół godziny drogi – poinformował nas Larry.
Po chwili wjechaliśmy na autostradę. Nie było tam zbyt wiele samochodów, ponieważ zbliżała się 8, a o tej porze mało kto gdzieś jeździ. Po prawej stronie widać było centrum – skupisko wieżowców. Po lewej były jakieś duże budynki. A to hotel, a to jakiś salon samochodowy. W oddali widać było osiedle domków jednorodzinnych, a w niektórych miejscach nawet ocean. Byłam zafascynowana. Nawet nie zauważyłam kiedy zjechaliśmy z autostrady.
- No, jesteśmy w Brentwood – powiedział Larry.
Było to czymś w rodzaju wielkiego skupiska domków jednorodzinnych. Żadnych wieżowców, żadnego centra handlowego… Nic. Tylko domy, domy… „Ale chwileczkę…” – pomyślałam. „Przecież wszyscy mówią, że mamy tu MIESZKANIE. Przecież tu nie ma żadnych bloków, kamienic, niczego. Może jednak zamieszkamy w takim domku jak te tutaj?” – zastanawiałam się.
Po chwili wszystko się wyjaśniło. Przejechaliśmy przez bramę i znaleźliśmy się na bardzo fajnym osiedlu. Składało się z ono z domów szeregowych. Po prostu, ileś takich samych domów połączonych ze sobą. Każdy taki dom to trzy mieszkania na trzech piętrach. Właśnie w takim domu mieliśmy zamieszkać. Nasze mieszkanie znajdowało się na trzecim, najwyższym piętrze.
Larry zaparkował samochód na osiedlowym parkingu. Wzięliśmy nasze bagaże i ruszyliśmy za nim. Okazało się, że musimy tylko obejść szereg domów, w którym mieści się nasze mieszkanie, ponieważ będziemy mieszkać przy parkingu.
Wszystkie domy w naszym szeregu miały duże okna i były żółte. W szeregu było ich siedem. Nasz to drugi od prawej. Weszliśmy do środka. Schody prowadzące wyżej były podobne do takich w zwyczajnym bloku, tyle że ładniejsze, węższe i czystsze. Była też winda. Postanowiliśmy z niej skorzystać, ponieważ nasze walizki nie należały do najlżejszych. Wjechaliśmy na najwyższe piętro. Gdy wysiedliśmy z windy zobaczyliśmy dwie pary drzwi naprzeciwko siebie.
- Wasze mieszkanie jest po prawej – powiedział Larry, po czym dodał – w tym momencie się z wami pożegnam, gdyż jest już dość późno i nie chcę wam przeszkadzać.
- Dziękujemy za wszystko – powiedział tata.
Pożegnaliśmy się z Larrym, a ten wręczył tacie klucze do mieszkania.
- Będziemy w kontakcie – zwrócił się do taty i odszedł.
Stanęliśmy przed drzwiami. Tata przekręcił klucz w zamku i położył rękę na klamce.
- Jesteście gotowe? – zapytał mnie i mamę.
- Tak! – odpowiedziałyśmy jednocześnie.
Tata powoli otworzył drzwi. Gdy weszłam do mieszkania poczułam się jak uczestniczka programu „Dom nie do poznania”. Wciąż tylko powtarzałam: „O mój Boże, o mój Boże, nie wierzę!”. Po wejściu zobaczyłam przed sobą tylko wielkie okno, przez które widać było osiedlowy parking. Gdy spojrzałam w lewo, ujrzałam piękny salon. Ruszyłam w jego stronę. Na środku stał stolik, a wkoło niego kanapy. Na wprost mnie był kominek, a po prawej stronie telewizor. Wszystko w dwóch kolorach – szarym i żywym pomarańczowym.
Na lewo od salonu była kuchnia. Wyglądała jak typowa amerykańska kuchnia. Na środku wyspa z wysokimi krzesłami. Szafki, lodówka, itp. przy ścianie. Była piękna. Szafki były w bardzo ciekawym kolorze.  Był to szary, ale wchodzący w brąz. Albo brąz wchodzący w szary… Nie wiem jak go określić. Nieważne. Na ścianie naprzeciw mnie znajdowało się wielkie okno.
Wróciłam do drzwi wejściowych. Obok nich były inne drzwi. Otworzyłam je. Okazało się, że jest to łazienka. Weszłam do środka. Była dość duża. Po prawej stronie był prysznic, a obok toaleta. Na wprost był zlew. Jednak lewa strona bardziej mnie zachwyciła. Była tam ogromna wanna, dwa razy większa od wanny, którą mieliśmy w Polsce.
Wyszłam z łazienki. Zostały mi do sprawdzenia tylko dwie pary drzwi – jedne na wprost, drugie po prawej stronie. Postanowiłam sprawdzić najpierw te na wprost. Miałam nadzieję, że to już mój pokój, ale niestety – była to sypialnia rodziców. Na środku stało ogromne łóżko. Po jego lewej stronie było oczywiście wielkie okno i wyjście na balkon. Natomiast naprzeciw były dwie pary drzwi po obu stronach ściany. Okazało się, iż jest to szafa, przez którą można przejść. Po prostu – wchodzisz z jednej strony, wychodzisz z drugiej.
Teraz zostały już tylko jedne drzwi do sprawdzenia. „To na 100% mój pokój!” – pomyślałam. I miałam rację. Gdy otworzyłam drzwi i zobaczyłam mój pokój, oczy napełniły mi się łzami. Na środku stało łóżko, a nad nim półki i szafki. Naprzeciwko łóżka był regał, a obok niego, naprzeciwko dużego okna, biurko. Po lewej stronie były jakieś drzwi. Gdy je otworzyłam, okazało się, że jest to garderoba. Popłakałam się ze szczęścia. Rzuciłam się na łóżko i wpatrywałam w sufit, gdy nagle wszedł tata.
- I jak ci się podoba, Sweety? – zapytał.
- Jest cudownie, Daddy, cudownie…
_________________________
Jeśli nie jesteś w stanie wyobrazić sobie mieszkania, oto zdjęcia, którymi się inspirowałam:
○kuchnia: www.luxlife.pl/(…)nowoczesny-apartament-w-nowym-jor…
○salon: www.luxlife.pl/(…)apartament-w-montrealu1.jpg…
www.luxlife.pl/(…)apartament-w-montrealu2.jpg…
www.luxlife.pl/(…)apartament-w-montrealu3.jpg…
○łazienka: www.luxlife.pl/(…)apartament-w-montrealu7.jpg…
○sypialnia rodziców: www.luxlife.pl/(…)apartament-w-montrealu6.jpg…
○pokój Amandy: cdn.freshome.com/(…)teen-room-design1.jpg… ______________________________________
Jeśli masz jakieś pytania - ask.fm/purplesky0
Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle.
Dziękuję :*

Nie możesz dodać komentarza.