• Wpisów: 11
  • Średnio co: 173 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 19:26
  • Licznik odwiedzin: 2 112 / 2080 dni
 
imnm0
 
Purple Sky 5

Nuda, nuda i jeszcze raz nuda! Na szczęście to już ostatni lot. Cała podróż – z Warszawy do Los Angeles – trwa 20 godzin. Jeszcze pozostały nam jakieś 2 godziny. Jestem wycieńczona. Niby siedzę sobie jak VIP na dobrym miejscu, nogi wyciągnięte przed siebie, fotel rozłożony, osobisty telewizor przed nosem, a mimo to jest strasznie. Przesłuchałam już chyba wszystkie piosenki na mp3, przeszłam wszystkie gry na komórce, a mama przez cały czas ma laptopa i ani myśli, by na chwilę przerwać pisanie. W tym małym telewizorku wmontowanym w oparcie fotela przede mną też nie ma nic ciekawego. Mam tyle szczęścia, że mogę sobie wybrać co chcę obejrzeć, lecz wszystkie ciekawe filmy jakie tu mają obejrzałam podczas drugiego lotu.
Ogólnie to podróż do USA w moim przypadku składa się z trzech lotów. Pierwszy z nich odbywał na trasie Warszawa – Wiedeń i trwał 2 godziny. Było całkiem fajnie. Mimo, że co roku latam samolotem, zawsze podziwiam widoki. Najfajniej jest, gdy samolot przelatuje przez chmury. Cieszę się wtedy jak małe dziecko.
We Wiedniu musieliśmy czekać godzinę na następny samolot. Zjedliśmy śniadanie w restauracji na lotnisku, ponieważ nie można do samolotu zabierać własnego jedzenia. Później wsiedliśmy do samolotu i wylecieliśmy w stronę Waszyngtonu. Ta podróż była gorsza. Przez chwilę jeszcze podziwiałam widoki z słuchawki podłączonymi do mp3 w uszach, lecz zaczęłam za dużo myśleć.
Przypomniał mi się cały miniony tydzień. Cały weekend przeglądałam swoje rzeczy, żeby zdecydować co zabrać ze sobą. Każdego dnia spotykałam się z Anetą, żeby spędzić z nią jak najwięcej czasu. O tak, Aneta…  W oczach zebrały mi się łzy. „Nie, nie będę się rozklejać w samolocie pełnym ludzi” – pomyślałam. Przypomniałam sobie, że ona dziś rano specjalnie wstała o piątej rano, żeby się ze mną pożegnać… Nie wytrzymałam. Po moim policzku spłynęła łza. Kątem oka spostrzegłam, że tata spojrzał na mnie, więc szybko odwróciłam głowę w stronę okna.
W poniedziałek byliśmy w konsulacie po wizy. Trochę nam to zajęło, ale dzięki temu całemu „wydawcy z Kalifornii” wszystko się udało. W środę zaczęłam się na poważnie pakować. Postanowiłam, że wezmę moją wieżę, mimo iż tata proponował, że zamiast niej kupi mi głośniki. Oprócz tego kilka ważnych dla mnie rzeczy i chwilowo niepotrzebne ciuchy. To samo zrobili rodzice. Wszystko, co wybraliśmy wysłaliśmy firmą kurierską na nasz nowy adres. Paczka dotrze trochę później niż my, bo będzie transportowana statkiem.
W czwartek spakowałam swoje rzeczy, a wieczorem zaprosiłam kilkoro bliskich znajomych i poszliśmy na mój koszt do McDonald’s w ramach pożegnania. Oczywiście się popłakałam. Pożegnania zawsze mnie wzruszają. Ala, dziewczyna z mojej klasy, dała mi bransoletkę z muliny z flagą USA, którą sama zrobiła. Aneta też płakała, mimo że wiedziała, że pożegna się ze mną rano.
Dzisiejszy ranek był spokojny. Obudziłam się odpowiednio wcześnie, więc miałam czas, żeby na spokojnie wszystko posprawdzać, ładnie ułożyć włosy i takie tam. Po śniadaniu napisała Aneta z pytaniem, czy już wstałam i czy może przyjść, żeby się pożegnać. Oczywiście się zgodziłam. Gdy nadszedł czas szykowania się do wyjścia, chyba dotarło do niej, że to czas pożegnania, bo miała oczy pełne łez. Po spakowaniu wszystkich walizek do samochodu wujka, który miał nas zawieźć na lotnisko, nadeszła chwila pożegnania. Aneta już niczego nie ukrywała. Płakała. Była na to przygotowana, bo wzięła ze sobą dwie paczki chusteczek. Płakałam razem z nią. Padłyśmy sobie w ramiona. Ślicznie pachniała. Tak jakoś charakterystycznie… Jak Aneta. To był jej zapach. Ale to nie było w tym momencie ważne. Po prostu wtuliłam się w jej ramię i płakałam, płakałam, płakałam… Ona też. Miałam ochotę tak stać i przytulać ją do końca życia. Na zawsze. Już nigdy nie wypuścić z uścisku... W końcu musiał nadejść ten czas. Nie wiem, ile czasu minęło. Spojrzałam na nią. Jej twarz była czerwona, a oczy zapuchnięte. Zaczęła nerwowo grzebać w kieszeniach bluzy.
- Chusteczkę? – zapytała uśmiechając się przez łzy i wyciągając w moją stronę paczkę chusteczek.
Wzięłam chusteczkę bez słowa. Wytarłam twarz i wydmuchałam nos. Schowałam ją do kieszeni i spojrzałam na Anetę. Znowu padłyśmy sobie w ramiona. Płakałyśmy. Po chwili usłyszałam delikatny głos taty:
- Amy…
Puściłam Anetę i spojrzałam na rodziców. Mama wycierała oczy chusteczką. Gdy podeszłam bliżej, zobaczyłam na policzku taty niewielką mokrą kreskę zaczynającą się z oka, a kończącą w połowie szyi. Tak, razem z Anetą wzruszyłyśmy nawet tatę. Wsiadłam do samochodu, zamknęłam drzwi i spojrzałam przez okno. Aneta stała pod naszym byłym już domem. Płakała. Ja oczywiście też od razu się rozpłakałam. Pomachałam jej i odjechaliśmy.
Płakałam przez całą drogę na lotnisko. W końcu zorientowałam się, że zaraz wyjdę do ludzi i wypadałoby się ogarnąć.
Wysiedliśmy, wzięliśmy nasze walizy i pożegnaliśmy się z wujkiem. Oczywiście w czasie pożegnania z nim też miałam oczy pełne łez.
Co prawda nasz wylot był za 3 godziny, ale i tak na lotnisku trzeba być odpowiednio wcześniej, bo trzeba przejść przez odprawę i takie tam.
Na szczęście obyło się bez żadnych problemów. Wsiedliśmy do samolotu. Usiadłam przy oknie. Pożegnałam Polskę i samolot wystartował.
***
Podczas lotu z Wiednia do Waszyngtonu najpierw oglądałam filmy, a potem tata trochę mi opowiedział o Stanach. Będziemy mieszkać w Los Angeles, w dzielnicy Brentwood. Jest ona oddalona z 4-5 mil od plaży. Będę chodzić do drugiej klasy High School. Druga klasa to tzw. Sophomore. Będę musiała sobie wybrać przedmioty, których chcę się uczyć. Ogólnie to tata dużo mi opowiedział o High School. Wytłumaczył wszystko. Rozmawialiśmy do samego lądowania.
W Waszyngtonie musieliśmy czekać dwie godziny do wylotu. Chciałam iść obejrzeć miasto, lecz okazało się, że lotnisko jest na obrzeżach i bez wynajętego samochodu nie jesteśmy w stanie dostać się do centrum. Niestety, nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu by wynająć samochód.
Nie wiem jakim cudem, ale po pewnym czasie spędzonym na łażeniu po lotnisku znalazłam się na najwyższym jego piętrze. Były tam wielkie okna, z których doskonale widać było miasto. Niestety, po chwili zadzwonił tata, z wiadomością, że mam wracać, bo za chwilę mamy odprawę.
Od tamtego momentu minęło półtora godziny, a ja się nudzę. Nie mam już tematów z tatą, muzyki do słuchania, filmów do oglądania, widoków do podziwiania, a mama zajęta jest książką, którą pisze przez cały lot. Nie pozostało mi nic innego jak wygodnie się ułożyć i zasnąć. To był ciężki dzień…
***
Obudziłam się, gdy poczułam, że mam zatkane uszy. Tak, zmiana ciśnienia, a to oznaczało tylko jedno – lądujemy!

______________________________________
Jeśli masz jakieś pytania - ask.fm/purplesky0
Jeśli dotrwałeś/aś do końca - dziękuję.
Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle.
Dziękuję :*

Nie możesz dodać komentarza.