• Wpisów: 11
  • Średnio co: 177 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 19:26
  • Licznik odwiedzin: 2 192 / 2135 dni
 
imnm0
 
Rozdział trzeci.

PS 3



Aneta nie była tak szczęśliwa jak ja. Gorzej - była bliska płaczu. Gdy otworzyła mi drzwi rozpromieniła się, lecz gdy opowiedziałam jej wszystko - załamała się. Nic dziwnego. Tak naprawdę oprócz mnie nie ma tu nikogo. Nie, nie jest jakaś nielubiana, wręcz przeciwnie - wiele osób ją lubi. Niestety na samym lubieniu się kończy. Przyjaciółkę ma tylko jedną - mnie.

- Kiedy wyjeżdżacie? - głos Anety łamał się.

- Nie wiem, nie zdążyłam zapytać, od razu popędziłam do ciebie. Ale myślę, że jakoś niedługo, przed rozpoczęciem roku szkolnego.

Łza spłynęła po policzku Anety.

- Nie płacz - poczułam, że mój głos także się łamał. - Przecież jest coś takiego jak Skype, a pewnie co roku będę przyjeżdżać do dziadków.

- Ale nie będę cię już widywać! - wściekła się – Zrozum to! Ty sobie będziesz szczęśliwa w Stanach, a ja co?! Z kim będę się trzymać w szkole?! Kto pójdzie ze mną polować do skateparku?!

- Spokojnie, przecież wszyscy cię lubią, na pewno będzie dużo chętnych osób - uśmiechnęłam się.

- Tak, oczywiście... - powiedziała z dosadnym sarkazmem.

Poczułam, że czas się wycofać. Wiem doskonale, że Anecie najłatwiej jest przemyśleć pewne sprawy w samotności i ciszy.

- To może ja już lepiej pójdę - powiedziałam.

Wyszłam. Ku swojej radości w kieszeni znalazłam słuchawki. Bez zastanowienia podłączyłam je do telefonu. "Hmm, czego by tu...?" - pomyślałam. Nie wiedziałam na jaką piosenkę miałam ochotę. Przed chwilą byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, ale po spotkaniu z Anetą byłam załamana. Stwierdziłam, że wole poprawić sobie humor, zamiast dalej się pogrążać. Wybrałam "Gold Rush" Eda Sheerana, moją ulubioną, i wesoło pomaszerowałam do domu.

***

- I co, jak Aneta? - zapytał tata, gdy tylko usłyszał, że weszłam.

- Strasznie. Jest załamana. W końcu poza mną nie ma nikogo tak bliskiego.

- Co racja, to racja. Będzie pewnie jeszcze bardziej załamana, gdy jej powiesz, że wylatujemy za tydzień w piątek.

- Co?! - zrobiłam duże oczy. - Tak wcześnie?! Dlaczego?!

Zrezygnowana usiadłam na krześle obok taty.

- Myślałem, że chcesz być w USA jak najprędzej...

- No tak, chcę, ale co z Anetą?

- Widzisz, kochana, jak to mówią, jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził.

- Tato! Wiesz przecież, że nie znoszę tych głupich przysłów i powiedzonek! Dlaczego wylatujemy tak wcześnie? - wróciłam do tematu.

- Bo mamy dużo rzeczy do załatwienia. Wprowadzenie się, załatwienie wszystkich papierów, zapisanie ciebie do szkoły...

Właśnie - szkoła. To, co każdy uczeń "kocha" najbardziej. Ale chwileczkę... Przecież teraz nie będę chodzić do normalnej, nudnej szkoły, tylko do prawdziwej, amerykańskiej High School!

- Daddy, gdzie my w ogóle będziemy mieszkać?

- W Kalifornii. Przepraszam cię, że to nie Oklahoma, ale to nie jest zależne ode mnie. Ten człowiek, który zajmie się wydaniem książki mamy jest z Kalifornii i to właśnie tam załatwił nam mieszkanie. Ale dzięki temu będziemy blisko dziadków.

- Stan w tym momencie jest najmniej ważny, ważne, że będę mieszkać w USA! – ucieszyłam się.

Zorientowałam się, że przez to całe zamieszanie nie zjadłam nawet obiadu. Tata widocznie też nie, bo jadł razem ze mną.

Gdy skończyłam jeść i chciałam wrócić do swojego pokoju, poczułam delikatne wibracje w kieszeni.

- Słyszę, że ktoś się do ciebie dobija - powiedział z uśmiechem tata.

Zignorowałam go. Okazało się, że była to wiadomość od Anety o treści: "Możemy się spotkać? big_grin". Odpisałam: "Pewnie, gdzie? ^^"

Na odpowiedz nie musiałam długo czekać: "Wpadnę po Ciebie, przejdziemy się gdzieś"

Ona zawsze taka była w ekstremalnych sytuacjach. Trzeba ją zostawić samą, pozwolić na przemyślenie wszystkiego. Po tym ona sama proponuje rozmowę.

Gdy usłyszałam długo oczekiwany dzwonek do drzwi, byłam już gotowa. Jak na sierpień była ładna pogoda. Słonce lekko grzało, a wiatr delikatnie ochładzał. Aneta jeszcze przez chwile wyraźnie biła się z myślami, a następnie powiedziała cicho, ale wyraźnie:

- Przepraszam.

- Za co? - spytałam zdziwiona, bo nie widziałam żadnego powodu, dla którego miałaby mnie przepraszać.

- Za ten mój wybuch egoizmu. Za to, że zamiast cieszyć się twoim szczęściem, myślałam tylko o sobie.

- No przestań, przecież to normalna reakcja. Znamy się od wieków, a ja cię teraz zostawiam. Każdy by tak zareagował.

- Ale nie tak jak ja!

- Dobra, nieważne.

Przez chwile szłyśmy w ciszy. Nawet nie wiem dokąd, po prostu przed siebie. Jednak ona chyba miała dla nas jakiś plan.

- Dokąd tak w ogóle idziemy? - zapytałam.

- Jak najdalej od ludzi, żeby móc spokojnie pogadać.

Po chwili weszłyśmy do jakiegoś lasu. Nigdy tam nie byłam, ale Aneta chyba dobrze znała to miejsce.

- Gdzie jesteśmy? - zapytałam

- Zaraz ci wszystko opowiem…

_______________________________

Jeśli dotrwałeś/aś do końca - dziękuję.

Przepraszam za zakończenie w takim momencie :]]

Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.

Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym.

Chciałabym wiedzieć, co robię źle.

Dziękuję :*

Nie możesz dodać komentarza.