• Wpisów:11
  • Średnio co: 147 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 19:26
  • Licznik odwiedzin:1 778 / 1776 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Purple Sky 11

Weszliśmy po schodach do środka. Było tam naprawdę ładnie. Zdjęliśmy buty.
- Chodź na górę. Na parterze mieszkają dziadkowie – powiedział Nick.
Gdy podeszłam do schodów, drzwi, które prowadziły w głąb parteru, otworzyły się. Pojawił się w nich starszy pan, strasznie podobny do mamy Lily i Nicka.
- Dzień dobry - zwróciłam się do niego.
- Witam - odparł z szerokim uśmiechem, po czym zwrócił się do Nicka - Nick, co to za panienka? Twoja nowa dziewczyna?
- Dziadku, przestań. To znajoma moja i Lily. Tata wydaje książkę jej mamy.
- Mhm. No to bawcie się świetnie!
- Dziękujemy. Do widzenia! - powiedziałam i weszłam po schodach na górę.
Stanęłam w przepięknym pomieszczeniu. Było to połączenie kuchni z pokojem gościnnym. Obie części podobnie urządzone. Ściany i większość mebli były białe, a dodatki w żywych kolorach. Przykładowo, przy białym blacie kuchennym stały krzesła w neonowych kolorach, a dywan pod stolikiem w pokoju gościnnym był w kolorze żywej zieleni.
Moje rozglądanie się i podziwianie wszystkiego przerwał wrzask Nicka:
- Lily!
- Co?! – usłyszałam dziewczęcy głos zza jednych z drzwi.
- Zastanów się co! – odkrzyknął chłopak, po czym zwrócił się do mnie. – Ona dużo zapomina i często nie potrafi skojarzyć faktów.
Usłyszałam kroki i zza drzwi po prawej stronie wyszła Lily
- Jej, Amy! Cześć piękna! – podeszła i przytuliła mnie.
- Jej, Lily! Nie jestem piękna! – próbowałam ją naśladować, odwzajemniając uścisk.
- Jej, jak słodko! – powiedział piskliwym głosem Nick, przedrzeźniając nas.
Zaśmiałam się. Spojrzałam na Lily. Ta wlepiała w brata morderczy wzrok.
- Dobra, idę do siebie – powiedział chłopak i zniknął za drzwiami po lewej.
W tym momencie posmutniałam. Uświadomiłam sobie, że wolałabym spędzić ten czas z nim, a nie z Lily. Gdy patrzyłam na jego znikające za drzwiami plecy, miałam ochotę krzyknąć: „Wracaj tu!”. Wyszłabym na wariatkę. No cóż, musiałam uśmiechnąć się i chociaż próbować dobrze bawić się z Lily.
Ruszyłyśmy do jej pokoju. Było tam naprawdę ślicznie, lecz nie miałam siły, by się nim zachwycać. Cały czas w myślach miałam Nicka. Jego uśmiech, jego błękitne oczy…
- Yyy… Amy? – odezwała się Lily.
- Przepraszam, zamyśliłam się.
Lily pokazała mi swoją garderobę pełną ciuchów oraz własną łazienkę. Udawałam, że tylko o tym myślę. Chyba dobrze mi szło, bo Lily wcale się nie zorientowała, że cały czas chodzi mi po głowie jej brat.
Po pewnym czasie, spędzonym na ukrytym rozmyślaniu o Nicku, spojrzałam na zegar.
- Jejku, to już szósta? Muszę lecieć!
- A znasz drogę do domu? – zapytała dziewczyna.
- Słabo… - odpowiedziałam zgodnie z prawdą – Ale dam radę!
- Przestań, nie puszczę cię samej do domu! Oszalałaś?
„Może Nick mnie odprowadzi?” – pomyślałam z nadzieją.
- Tata mówił, że ma coś do załatwienia z twoją mamą, więc może przy okazji podwieźć cię do domu – uśmiechnęła się Lily.
Otworzyła drzwi i wyszła. Skorzystałam z wolnej chwili i zaczęłam jeszcze intensywniej myśleć o Nicku. Przypomniałam sobie jak dziś mnie przywitał, jak świetnie wtedy wyglądał...
Lily wróciła do pokoju.
- Tata powiedział, że tylko zadzwoni do twojej mamy i zapyta się, czy może przyjechać. Jeśli się zgodzi, zaraz pojedziecie – powiedziała.
- Czyli już mogę się zbierać, bo mama na pewno się zgodzi.
- No spokojnie, gdzieś ci się spieszy?
Miałam ochotę odpowiedzieć: „Nie, po prostu chciałabym w spokoju pomyśleć o Nicku”. Ale nie mogłam. Nawet nie wiem dlaczego. Nie byłam w stanie przewidzieć, jak zareaguje Lily na słowa: „Słuchaj, cały czas myślę o twoim bracie”. Jednak wolałam nie ryzykować.
Siedziałyśmy w ciszy. Nagle wpadłam na świetny pomysł.
- Wiesz co? Może pójdziemy do Nicka? Chciałabym mu podziękować i ogólnie się pożegnać.
Lily chyba nie spodobał się ten pomysł. Czyżby się czegoś domyślała?
- No dobra, chodź – powiedziała niechętnie.
Wyszłyśmy z pokoju i stanęłyśmy przed drzwiami, za którymi wcześniej zniknął Nick. Zapukałam.
- Po co pukasz? – zdziwiła się dziewczyna – Ja to bym od razu weszła!
- Nie chciałam się narzucać…
Po chwili zza drzwi usłyszałam upragniony głos:
- Proszę!
Weszłyśmy. Chłopak siedział plecami do nas, gapiąc się w monitor komputera.
- Nick, Amy ma do ciebie sprawę… - zaczęła Lily.
On szybko się odwrócił i wstał. Nie wiem jakim cudem, ale dostrzegłam radość w jego oczach.
- Słuchaj, chciałam ci ogólnie podziękować i…
Nie dokończyłam, bo przerwał mi krzyk pani Boyd, chyba z kuchni:
- Lily, chodź tutaj!
- Idę, idę… - powiedziała, po czym zwróciła się do mnie z uśmiechem. – Amy, jak skończysz swoją przemowę, przyjdź do kuchni.
- Ok.
Wyszła, zamykając za sobą drzwi. W głębi duszy strasznie się ucieszyłam. Tak, wiem, jestem dla niej okropna, ale ja po prostu nad tym nie panuję!
- Teraz możesz spokojnie dokończyć – powiedział Nick
- No, chciałam ci podziękować za to, że tyle ze mną wytrzymałeś…
- Raczej ty ze mną! – zaśmiał się – Przestań, było naprawdę świetnie.
- A tak ogólnie to przyszłam się pożegnać – dokończyłam
Chłopak wyraźnie posmutniał. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Staliśmy w kompletnej ciszy. Po chwili Nick odezwał się cicho:
- Słuchaj… Jesteś tu nowa… Pewnie nie znasz dobrze miasta… - zawiesił głos, po czym dodał odrobinę pewniej – Może chciałabyś, żeby ktoś cię po nim oprowadził? Na przykład ja?
W tym momencie poczułam, jakbym ze szczęścia zaczęła latać.
- No pewnie, byłoby świetnie!
Nagle do pokoju weszła Lily.
- Amy, chodź, bo tata już jedzie – powiedziała.
- Ok. Już idę.
Ostatni raz spojrzałam na Nicka. Był dość zakłopotany, lecz ja nie miałam już czasu. Pożegnałam się i wyszłam.
Wychodząc wraz z Larry’m z domu Boydów, przypomniałam sobie słowa dziadka Nicka i Lily: „Nick, co to za panienka? Twoja nowa dziewczyna?”.
„Może już niedługo, proszę pana” – odpowiedziałam mu w myślach, uśmiechając się.
______________________________________
Jeśli masz jakieś pytania - http://ask.fm/purplesky0
Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle.
Dziękuję
 

 
Purple Sky 10

- Hej. Gotowa? - zapytał, spoglądając na mnie z uśmiechem.
Zdziwienie odebrało mi mowę. Po prostu stałam tam i patrzyłam na niego.
- Czemu jesteś taka zdziwiona? – zapytał. - Niech zgadnę, Lily nie powiedziała ci, że przyjdę?
- Powiedziała, że ktoś przyjdzie, ale nie powiedziała kto... Myślałam, ze to będzie raczej twój tata...
- Jejku, ta Lily jest czasami okropna. No ale nieważne… Idziemy?
Uśmiechnął się, wyszczerzając śliczne, białe zęby. Dopiero teraz dotarło do mnie to, czego nie zauważyłam wczoraj. Był naprawdę przystojny. Światło padało na jego rude włosy, jeszcze bardziej uwydatniając ich cudowny kolor. Jego błękitne oczy spoglądały na mnie z góry, bo był o wiele wyższy ode mnie. W zwykłej białej koszulce i kolorowych spodenkach wyglądał cudnie. Nie mogłam oderwać od niego wzroku.
- Jasne, jasne - powiedziałam, przerywając rozmyślania na temat jego osoby.
Ubrałam buty, wzięłam torebkę i wyszliśmy. Nick elegancko przepuścił mnie w drzwiach.
Jednak na podwórku nie stał ani samochód, ani skuter, ani nic innego, czym moglibyśmy dostać się na miejsce.
- Jak daleko jest stąd do twojego domu? - zapytałam go.
- Jakieś cztery mile - odparł.
- Sześć kilometrów... - szepnęłam sama do siebie.
- Co?
- Nic, nic. Po prostu w Polsce liczymy odległość w kilometrach i musiałam sobie zamienić, żeby zrozumieć jak to daleko.
- Aha. Ale nie martw się, nie będziemy szli czterech mil pieszo! Nie pozwoliłbym na to, bo nigdy więcej nie chciałabyś nas odwiedzać.
- Niech zgadnę... Autobus? - spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Tak. Skąd wiesz?
- Tego dnia, gdy poznałam Lily, musiała się pospieszyć na autobus. Powiedzieli mi, że do Santa Monica nie ma metra.
- Racja, mają je chyba wybudować w 2016r. Ale my nie musimy się spieszyć tak jak Lil, bo do przystanku jest niedaleko, a nasz autobus odjeżdża za 15 minut.
Rzeczywiście, przystanek był kilka ulic dalej. Do przyjazdu autobusu zostało 10 minut. Kupiliśmy bilety i usiedliśmy na przystanku. Nagle Nick wskazał palcem drugą stronę ulicy i krzyknął:
- Patrz, budka z lodami! Chodź!
Nie zdążyłam zareagować, bo on już stał przy przejściu dla pieszych. Nie pozostało mi nic innego jak go dogonić.
- Jakiego chcesz? – zapytał.
- A ty jakiego bierzesz?
- Truskawkowego. Jest najlepszy.
- Ok, zaufam ci i też wezmę tego.
Nick podszedł do budki i poprosił o dwa lody truskawkowe. Zaczęłam szukać portfela w torebce, by móc zapłacić.
- Trzy dolary - powiedziała sprzedawczyni.
Nick wyjął pieniądze z kieszeni i zabrał lody. Dał mi jednego z nich.
- Ok, ile jestem ci winna? - zapytałam, trzymając portfel w dłoni.
- Nic.
- Jak to nic? Wydaje mi się, ze to było półtora dolara. Zaraz ci je oddam.
- Nic nie oddawaj, bo się obrażę i ucieknę z płaczem i nie będziesz wiedziała jak się dostać do mojego domu.
- Chciałabym zobaczyć jak uciekasz z płaczem - zaśmiałam się, a po chwili dodałam - No ale niech ci będzie.
- Cieszę się.
- Ale kiedyś się odwdzięczę!
- Dobrze, dobrze - uśmiechnął się.
Wróciliśmy na przystanek. Po chwili nadjechał autobus. Jednak nie wyglądał jak polskie PKS-y. Raczej przypominał autobus, którym jeździ się na wycieczki szkolne. Z tą różnica, ze był niższy, czerwony i widniał na nim biały napis METRO RAPID*.
Wsiedliśmy do środka. Wewnątrz wyglądał jak typowy polski autobus miejski, lecz był czystszy i bardziej zadbany. Skasowaliśmy bilety i usiedliśmy na wolnych miejscach.
- Chyba skończyły nam się tematy do rozmowy... - stwierdził Nick.
- Nie, na pewno nie. Zaraz coś wymyślę...
- Gadaliśmy już chyba o wszystkim.
- Wiem! Nie gadaliśmy o zwierzętach.
- No ok. To co powiesz na temat zwierząt? - powiedział uśmiechając się.
- Hm... Wiesz co? Miałam kiedyś królika. Byłam bardzo mała, a że to była samiczka to nazwałam ja Pani Królikowa.
- Pani Królikowa? Nieźle - zaśmiał się.
- No weź, miałam może z pięć lat.
- Dobra, już nic nie mówię.
- No i słuchaj. Ogólnie to uwielbiałam tego królika. Zawsze chciałam dla niego jak najlepiej, więc prawie codziennie wypuszczałam go z klatki. Moi rodzice często się o to gniewali, bo zawsze musieli po Pani Królikowej sprzątać, ale ja się tym nie przejmowałam. No i pewnego dnia jak zwykle ją wypuściłam. Po pewnym czasie zginęła, ale nikt się tym nie przejmował. Poszłam do koleżanki i całkowicie o niej zapomniałam. Później, gdy wróciłam, mama opowiedziała mi, jak to chciała włączyć telewizor, ale się nie dało. Pomyślała, że to może coś w kablach, więc podeszła i chciała sprawdzić co się stało. Dotknęła kabli za szafą, coś lekko ją połaskotało, ale telewizor się włączył. Później, gdy tata wrócił do domu, miał ten sam problem. Jednak postanowił dokładniej obejrzeć kable. Okazało się, że Pani Królikowa przegryzła kable! Wtedy rodzice zakazali mi ją wypuszczać.
- No co ty? – zaśmiał się Nick – Ale ona to przeżyła?
- Tak, po pewnych czasie wyszła zza szafy cała i zdrowa. Żadnego porażenia prądem, nic.
- Jej, miała niezłe szczęście.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Gdy autobus zaczął zwalniać Nick zwrócił się do mnie:
- Wstawaj, tutaj wysiadamy.
Wstaliśmy i wyszliśmy z autobusu. Santa Monica było naprawdę ślicznym miejscem. Przy ulicach palmy, w powietrzu zapach oceanu… Chciałabym tu mieszkać.
- Gdzie jest twój dom? – zapytałam.
- Kilka kroków stąd.
Szłam posłusznie za Nickiem. Weszliśmy w kilka bocznych alejek, aż w końcu stanęliśmy przed przepięknym, dużym domem.
- No, jesteśmy na miejscu – spojrzał na mnie i uśmiechnął się.

*http://0.tqn.com/d/publictransport/1/0/g/1/-/-/LA_Metro_Rapid_Local_Background_Scott_Page.jpg

______________________________________
Jeśli masz jakieś pytania - http://ask.fm/purplesky0
Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle.
Dziękuję
 

 
Purple Sky 9

- Lily? – zdziwiłam się.
- Amy! - ucieszyła się Lily i przytuliła mnie - Nigdy bym się nie spodziewała, ze możesz być tą "jakąś rodziną"!
Spojrzałam na moich rodziców. Byli jeszcze bardziej zszokowani niż ja i Lily razem wzięte.
- A ja bym się nie spodziewała, ze możesz być córką Larry'ego! - uśmiechnęłam się.
- Sweety, skąd się znacie? - wtrącił się tata.
- Poznałyśmy się wtedy, gdy pozwoliłeś mi wrócić samej jak byliśmy w szkole. Później ci opowiem.
Na chwilę zapadła niezręczna cisza. Na szczęście mama szybko ją przerwała:
- Zapraszam do stołu - powiedziała z uśmiechem.
Po zjedzeniu specjału mamy, tortilli, tata zwrócił się do mnie:
- Amy, może weźmiesz Lily i Nicka do swojego pokoju?
- Jasne, chodźcie.
Lily i Nick posłusznie wstali od stołu i ruszyli za mną. Gdy weszliśmy do pokoju dziewczyna krzyknęła:
- Wow, jak tu ślicznie!
- Nie, bez przesady, jest normalnie - powiedziałam.
- No co ty! - wtrącił się Nick - Tu jest świetnie!
- Ej, co jest za tymi drzwiami? - zapytała Lily, wskazując drzwi do garderoby.
- Lil, nie bądź taka ciekawska! - skarcił ją starszy brat.
- Lil? Jakie to słodkie... - uśmiechnęłam się.
- Słodsze jest jak tata mówi na ciebie Sweety - stwierdził Nick.
- Oj tam - zaśmiałam się - Lily, tam jest garderoba.
- Oo! Pokażesz? - zapytała błagalnym głosem.
- Nie wiem czy chcesz to widzieć – powiedziałam, uświadamiając sobie jaki pozostał tam bałagan - Byłam z mamą na zakupach i...
Lily nie pozwoliła mi dokończyć:
- Byłaś na zakupach? Oj, to teraz już muszę tam zajrzeć.
- Lil, jesteś straszna - zwrócił się do niej brat.
- Oj, skończ już - odpowiedziała mu, po czym zwróciła się do mnie - Mogę?
I położyła rękę na klamce.
- Dobra. Tylko się nie przestrasz! - ostrzegłam ja.
Otworzyła drzwi.
- Jeej! Jak tu ślicznie! I jakie ciuchy! Ludzie, jestem w raju! – krzyknęła.
Razem z Nickiem zaczęliśmy się śmiać.
- Przepraszam cię za nią - powiedział chłopak spokojnym głosem - ona jest dziwna jeśli chodzi o ciuchy.
- Przestań to dziewczyna. Dziewczyny czasem tak mają - uśmiechnęłam się.
Nick odwzajemnij uśmiech. Zapadła cisza. Spojrzałam w stronę okna, ale kątem oka dostrzegłam, że chłopak się mi przygląda. Nagle odezwał się:
- Skąd znasz Lily?
I opowiedziałam mu całą historię, patrząc głęboko w jego śliczne, błękitne oczy. Gdy skończyłam, usłyszałam głos Larry'ego:
- Lily, Nick, chodźcie już!
- Jej, czemu? - zapytała smutnym głosem Lily, wychodząc z garderoby.
Wspólnie wyszliśmy na korytarz. Gdy żegnałam się z Lily, ta szepnęła mi do ucha:
- Musisz mnie jak najszybciej odwiedzić. Napiszę do ciebie.
I wyszli.
Po posprzątaniu ze stołu weszłam na Facebooka. Od razu napisała do mnie Aneta, prosząc, żebym opowiedziała jej wszystko co się zdarzyło od naszego pożegnania. Byłam bardzo zmęczona, ale nie miałam serca jej odmówić.
***
Następnego dnia obudził mnie tata słowami:
- Sweety, wstawaj, jedziemy trochę pozwiedzać.
- Jej, która godzina? – zapytałam zaspanym głosem.
- Dziewiąta.
- Musimy jechać tak wcześnie? – zapytałam, przewracając się na drugi bok.
- No później w Hollywood może być dużo ludzi. Wiesz, jest ładna pogoda i…
- Hollywood?! – przerwałam mu – Jejku, jaka jestem głupia, zapomniałam gdzie jestem!
Wyskoczyłam z łóżka.
- Cieszę się, że wstałaś – powiedział tata, wyraźnie dumny z siebie – Zaraz zrobię ci śniadanie, zjesz i pojedziemy.
- Dzięki Daddy, już się ubieram.
Do domu wróciliśmy popołudniu. Zwiedziliśmy chyba calutkie miasto. Strasznie bolały mnie nogi, ale byłam zadowolona. Zrobiłam także dużo zdjęć dla Anety, bo mnie o to prosiła. Włączyłam komputer, aby je wysłać. Odruchowo włączyłam też Facebooka. Od razu pojawiła się wiadomość od Lily. Chyba czekała aż się pojawię, bo napisała:
- O, fajnie, że w końcu weszłaś Chcesz do nas wpaść?
- Teraz? – zapytałam
- No! ^^
- Ale ja nawet nie wiem gdzie mieszkacie :c
- Spokojnie, już wszystko załatwione )
- Ale jak ktoś ma po mnie specjalnie przyjeżdżać czy coś, to wtedy nie. Nie chcę robić kłopotu – odpisałam.
- Spokojnie, ktoś po prostu jest w pobliżu Twojego domu A teraz leć ubrać coś ślicznego z Twojej świetnej garderoby. Za 15 minut ktoś po Ciebie będzie.
- Dobra, to lecę Do zobaczenia
Wyłączyłam komputer. Nogi strasznie mnie bolały, ale nie mogłam nie skorzystać z okazji ponownego spotkania tej dwójki, więc przebrałam się i uczesałam. Akurat gdy mówiłam tacie gdzie wychodzę, zadzwonił dzwonek do drzwi. „Ciekawe kto po mnie przyjechał? Może Larry? Pewnie on…” – pomyślałam, idąc w stronę drzwi.
- Baw się dobrze! – krzyknął za mną tata.
Otworzyłam drzwi i strasznie się zdziwiłam… To nie był Larry.
______________________________________
Jeśli masz jakieś pytania - http://ask.fm/purplesky0
Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle.
Dziękuję
 

 
Purple Sky 8

W sobotę rano obudziła mnie mama:
- Amanda, wstawaj, przyjechały nasze rzeczy z Polski.
Mimo że byłam bardzo śpiąca, szybko zerwałam się z łóżka. Mój pokój dotychczas był bardzo pusty. Nie lubiłam w nim spędzać czasu. A teraz w końcu będę mogła go zapełnić swoimi rzeczami. Gdy wyszłam ze swojego pokoju, zobaczyłam, że cały salon jest zawalony kartonami. Były wszędzie. Na kanapach, na pufach, na stole, na szafach, na podłodze… Wszędzie kartony. Wybrałam z nich wszystkie z literką A i zaniosłam do swojego pokoju.
Rozpakowanie i ułożenie wszystkiego zajęło mi chyba ze trzy godziny. Wiadomo, trochę się pobawiłam różnymi rzeczami, trochę powspominałam, a do tego wszystkiego miałam jeszcze włączone muzykę, więc dużo czasu zajmowało mi śpiewanie i tańczenie.
Gdy akurat wyszłam z pokoju ze stosem pustych kartonów w rękach, rozległ się dzwonek do drzwi. Byłam najbliżej, więc je otworzyłam. Moim oczom ukazał się niewysoki, dość młody facet w T-shircie i spodenkach do kolan.
- Dzień dobry, przyszedłem w sprawie internetu – powiedział.
- Dzień dobry, chwileczkę… - odpowiedziałam.
Wiedziałam, że nie mamy internetu, ale nie sądziłam, że musi przyjść jakiś facet, żeby nam go podłączyć. Poszłam do kuchni po tatę.
- Tato – zwróciłam się do niego – jakiś facet przyszedł w sprawie internetu.
- Rzeczywiście, zapomniałem, że ma przyjść – powiedział tata i ruszył w stronę drzwi.
Facet od internetu przyszedł w trochę nieodpowiednim momencie – całe nasze mieszkanie było zawalone kartonami. No ale nieważne – ważne, że będę w końcu miała internet i będę mogła skontaktować się z Maddie, Lily, Masonem i resztą. Mam tylko nadzieję, że od wtorku o mnie nie zapomnieli.
Wróciłam do swojego pokoju. Po chwili przyszła mama.
- Amanda, dziś będziemy mieli gości – powiedziała.
- Kogo? – zdziwiłam się – przecież nikogo tutaj nie znamy.
- Jak to nikogo? A Larry? To właśnie on przyjdzie z rodziną.
- Jejku, zapomniałam o Larry’m! – uderzyłam się w czoło – A o której przyjdą?
- Umówiliśmy się na piątą.
- To jeszcze mamy trochę czasu. Co planujesz przygotować?
- No wiesz… - mama zawiesiła głos – Chciałam jechać z tobą na zakupy, kupimy trochę jedzenia, a potem możemy pojechać do jakiegoś centrum handlowego…
- Co?! Serio?! – krzyknęłam zadziwiająco wysokim głosem – Kiedy jedziemy?
- Możemy nawet za chwilę. Ubierz się jakoś.
I wyszła z pokoju. Weszłam do mojej niewielkiej garderoby i spojrzałam w lustro. Rzeczywiście, wyglądałam nieciekawie. Włosy związane w wysoki, rozczochrany kok, bluzka po tacie i przetarte getry. Nie byłabym w stanie tak wyjść poza dom, a już tym bardziej do centrum handlowego.
Garderoba nie była zbyt duża, a mimo to ponad połowa wieszaków była pusta. Musiałam je koniecznie zapełnić.
Ubrałam żółty top i jeansowe szorty. Szybko wskoczyłam do łazienki, doprowadziłam włosy do normalnego stanu i lekko wymalowałam rzęsy. Gdy wyszłam, mama już na mnie czekała.
- Mike, jedziemy na zakupy! – krzyknęła do taty.
- Dobra! – odkrzyknął
Zarówno ja, jak i mama, nie miałyśmy pojęcia, gdzie jechać. Jedyny supermarket jaki znałam to Walmart, więc zaproponowałam mamie, żebyśmy właśnie tam pojechały. Jednak wciąż nie wiedziałyśmy, gdzie on jest. Po zapytaniu kilku osób w końcu udało nam się go znaleźć.
Kupiłyśmy potrzebne rzeczy i ruszyłyśmy do pobliskiego centrum handlowego.
Do domu wróciłyśmy obładowane torbami. Mama stwierdziła, że nasze pierwsze zakupy w Stanach muszą być szalone, więc kupiłam masę butów, ciuchów i dodatków.
Wrzuciłam wszystkie torby do garderoby bez rozpakowywania ich, bo było już wpół do czwartej i musiałam pomóc mamie w przygotowaniu jedzenia.
Gdy skończyłyśmy, postanowiłam w końcu skorzystać z komputera. Weszłam na Facebooka. Zobaczyłam, że czeka tam na mnie siedem zaproszeń. Mason, Maddie, Max, Lily, Julio, Emerio i Lauren – wszyscy zaprosili mnie do grona znajomych. Gdy tylko przyjęłam zaproszenia, od razu otrzymałam wiadomość. Spojrzałam w dolny róg ekranu. To Lily.
- Hej dlaczego dopiero teraz przyjęłaś zaproszenie?
- Hej dopiero dzisiaj podłączyli mi internet - odpisałam.
- Ach, rozumiem. Przepraszam, ale muszę lecieć. Tata zabiera nas na kolację do jakiejś rodziny. Paa ;*
- Ok, paa
Wyłączyłam komputer i poszłam do swojego pokoju. Zostało tylko 20 minut do przyjścia Larry’ego, więc postanowiłam się przebrać. Po dzisiejszych zakupach nie mogłam się zdecydować co ubrać. W końcu ubrałam kremową sukienkę w drobne kwiatki i długi naszyjnik z kokardką.
Poszłam do łazienki, lekko wyprostowałam włosy, wpięłam w nie spinkę z kokardką i namalowałam kreski eyelinerem na górnych powiekach. Gdy wyszłam, spotkałam tatę wychodzącego z sypialni.
- Wow! – krzyknął – Ktoś mi chyba podmienił moją malutką Sweety i zamienił na jakąś laskę.
Zaśmiałam się.
- Tato, przestań!
Nie mogłam się już doczekać przybycia gości, więc weszłam do pokoju, następnie do garderoby i zaczęłam wieszać nowe rzeczy na wieszakach, aby jakoś zapełnić ten czas.
Gdy połowa ciuchów znalazła się już na wieszakach, usłyszałam wołanie mamy:
- Amanda, chodź tutaj!
Poszłam do kuchni. Mama poprosiła mnie o nakrycie stołu.
Gdy skończyłam było już po piątej, a gości wciąż nie było. Usiadłam na fotelu, lecz na krótko, bo rozległ się dzwonek. Wszyscy równocześnie podlecieliśmy do drzwi. Poprawiliśmy włosy i ubrania, a następnie tata otworzył drzwi. Naszym oczom ukazał się Larry i jego żona – zwyczajna kobieta niskiego wzrostu o czarnych włosach i niezwykle sympatycznym uśmiechu.
- Proszę, wejdźcie – zaprosił ich tata.
Za nimi weszły ich dzieci. Chłopak i dziewczyna. Oboje o płomienistorudych włosach. Najpierw podszedł do mnie chłopak. Spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami i powiedział:
- Hej, jestem Nick.
- Cześć, Amy, miło mi – odparłam.
Gdy jego siostra odwróciła się i ruszyła w moim kierunku, by się przywitać, nieźle się zdziwiłam…
______________________________________
Jeśli masz jakieś pytania - http://ask.fm/purplesky0
Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle.
Dziękuję
 

 
Purple Sky 7

W poniedziałek byliśmy w centrum miasta trochę się rozejrzeć, a we wtorek byłam z tatą w mojej nowej szkole, żeby mnie zapisać i wybrać przedmioty. Poszło naprawdę sprawnie. Gdy wychodziliśmy ze szkoły zapytałam tatę:
- Mogę wrócić do domu pieszo?
- Czemu?
- Chcę się trochę rozejrzeć, poznać okolicę. Znam drogę do domu.
- Nie zgubisz się? – zapytał tata, uśmiechając się
- Nie, w razie czego mam telefon.
- Niech ci będzie…
- Dzięki!
Tata wsiadł do samochodu i odjechał. Postanowiłam, że rozejrzę się trochę po szkolnym podwórku.
Za szkołą znajdowało się boisko do koszykówki. Akurat kilkoro dzieciaków grało tam w kosza. Stwierdziłam, że to nic ciekawego i że wrócę do domu. Znalazłam w kieszeni słuchawki i zaczęłam je rozplątywać, gdy nagle…
- Ej, ty! – krzyknął ktoś za moimi plecami
Odruchowo się odwróciłam. Wszyscy grający na boisku stali w grupie i patrzyli się na mnie. Zdziwiłam się:
- Ja? – zapytałam cicho i wskazałam na siebie palcem.
- Tak, Ty! – krzyknął ciemnowłosy chłopak – Chodź tutaj!
„A co mi szkoda?” – pomyślałam i ruszyłam w ich kierunku.
Było ich siedmioro. Trzy dziewczyny i czterech chłopców.
- Chcesz zagrać z nami w kosza? – znów odezwał się chłopak.
- Ale ja nie potrafię dobrze grać – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- To nic, my w sumie też nie. To nie są żadne zawody, nie przejmuj się, gdy coś się nie uda – pocieszyła mnie dziewczyna o mocno wymalowanych oczach i jasnobrązowych włosach.
- No dobra – zgodziłam się – ale żeby nie było, że was nie ostrzegałam.
Wszyscy szeroko się uśmiechnęli.
- Dobra, to może się poznajmy – powiedział ciemnowłosy chłopak – ja jestem Mason, a to są: Lauren, Maddie, Lily, Julio, Emerio i Max.
Mason był może 10 centymetrów wyższy ode mnie, a mimo to był najwyższy z całej grupy. Miał czarne włosy, które mimo iż były krótkie ładnie się falowały. Miał bardzo ładne oczy. Nie byłam w stanie określić ich koloru – były w niektórych miejscach brązowe, w innych zielone… Śliczna mieszanka.
Lauren była dość wysoka, miała czarne, falowane włosy, które sięgały jej do połowy pleców. Była ślicznie ubrana i bardzo zadbana. Odniosłam wrażenie, że musi być bogata. Mimo to wydawała się być bardzo skromna.
Ta pocieszająca mnie dziewczyna to Maddie. Miała sięgające za ramiona jasnobrązowe włosy i duże oczy, z grubą czarną kreską na górnej powiece. Lily chyba była z nich najmłodsza. Niewysoka dziewczyna o ślicznych rudych włosach. Zaczęłam się zastanawiać czy to jej naturalny kolor. Doszłam do wniosku, że takiego koloru nie da się osiągnąć farbą do włosów.
Julio i Emerio prawdopodobnie byli Hiszpanami. Wywnioskowałam to na podstawie ich imion oraz ich wyglądu. Byli identyczni. Oboje ciemnoskórzy o ciemnych włosach i oczach. Przestraszyłam się, że ich nie odróżnię, bo byli tak samo ubrani.
- Chłopaki, jak mam was odróżnić? – zwróciłam się do nich.
- Wszyscy mają z tym problem – powiedział jeden z nich, szeroko się uśmiechając i dodał – ja jestem Julio. Wymyśliliśmy prosty sposób na rozróżnienie nas. Emerio nosi na nadgarstku przepaskę.
Spojrzałam na nadgarstek Emeria. Rzeczywiście. Miał na nim czerwoną przepaskę, taką jak często noszą sportowcy do ocierania potu z czoła.
Natomiast Max nie wyróżniał się niczym szczególnym. Wyglądał jak chłopcy z mojej polskiej klasy. Miał krótkie blond włosy i wyglądał na nieśmiałego.
- Ok, mam nadzieję, że zapamiętam wasze imiona – uśmiechnęłam się – A, jestem Amanda, ale możecie mi mówić Amy albo Mandy, albo jakkolwiek chcecie.
- Dobra, to możemy zacząć grać – powiedział Mason, po czym zwrócił się do mnie – Mogę do ciebie mówić Mandy?
- Pewnie.
- Ja osobiście wolę Amy – wtrąciła Maddie.
- To bez znaczenia. Mówcie jak wam wygodnie – powiedziałam.
- Ok. Mandy, zawsze gramy chłopcy przeciwko dziewczynom. Dlatego właśnie cię zawołaliśmy – dziewczyny nie chciały grać we trzy. Może być?
- Jasne – odpowiedziałam i zaczęliśmy grać.
Mimo iż chłopcy wygrywali, dawałyśmy sobie świetnie radę. Lily bardzo mnie zaskoczyła – była niewysoka i drobniutka, ale w koszykówkę rozgromiła wszystkich! Gdy udało nam się doprowadzić do remisu, wspólnie stwierdziliśmy, że zrobimy sobie małą przerwę.
Usiedliśmy na ziemi. Wszyscy byli zmęczeni, ale zadowoleni. W pewnym momencie Maddie zapytała:
- Jesteś tu nowa? Nigdy cię tu wcześniej nie widziałam…
- Tak, przeprowadziłam się tutaj z Polski. Przyleciałam w piątek.
- O, to rzeczywiście jesteś nowa! – powiedziała Maddie.
- Będziesz chodzić do tej szkoły? – zapytał Emerio wskazując na budynek za swoimi plecami.
- Tak, właśnie dzisiaj byłam załatwić wszystkie sprawy z tym związane. A wy? Chodzicie tu do szkoły?
- To może ja powiem za wszystkich1 – odezwała się nieśmiało Lily – ja po wakacjach pójdę do Santa Monica High School, Lauren uczy się w domu, Julio i Emerio pójdą do University High School, a Mason, Maddie i Max chodzą tutaj, do Palisades Charter High School.
- Ile wy w ogóle macie lat? – zapytałam, przerywając ciszę, która chwilowo nastała.
- To może tak – ja teraz pójdę do 10 klasy2 – odezwał się Mason.
- Ja też – dodał Max.
- Ja idę do 11 klasy – powiedziała Maddie
- A ja dopiero zaczynam liceum, czyli teraz pójdę do 9 klasy – odezwała się Lily
- My też – wtrącił Julio
- A ty, Lauren? – zapytałam.
- Ja jestem w wieku Masona i Maxa, więc gdybym chodziła do szkoły to poszłabym do 10 klasy. A ty?
- Ja też idę do 10 klasy – uśmiechnęłam się.
I znów zapadła cisza. Po chwili odezwał się Emerio:
- Chcecie jeszcze grać? Bo ja szczerze mówiąc mam już dość.
- Ja też – odpowiedzieliśmy równocześnie, po czym zaśmialiśmy się.
- To co? Rozchodzimy się? – zapytała Lauren.
- Tak, chyba tak – odpowiedział Mason.
Lily spojrzała na zegarek.
- Muszę lecieć, bo zaraz mi autobus ucieknie! – krzyknęła i pobiegła w stronę bramy.
Przez chwilę patrzyłam na nią dość mocno zdziwiona. Maddie chyba to zauważyła, bo powiedziała:
- Ona mieszka w Santa Monica1. To kawałek stąd. Rzadko kiedy chce się jej chodzić pieszo, a że nie ma metra do Santa Monica to jeździ autobusami. To może powiem Ci, gdzie kto mieszka, żebyś już się nie dziwiła. Ja mieszkam tam za rogiem – powiedziała wskazując palcem na jedną z uliczek – Julio i Emerio niedaleko Brentwood Country Club, dlatego chodzą do University. Pewnie nie wiesz, gdzie to jest, ale z czasem się dowiesz. Lauren mieszka blisko plaży, a Max i Mason są sąsiadami i mieszkają niedaleko Temescal Gateway Park. A ty gdzie mieszkasz?
- Szczerze mówiąc to nie wiem – odpowiedziałam – jeszcze nie zdążyłam się zorientować. Zauważyłam tylko, że niedaleko jest jakaś szkoła. Nie pamiętam jej nazwy. Chyba jest ona imienia jakiegoś świętego…
- Może chodzi ci o St. Matthew's Parish School? – zapytał Max
- Nie wiem, naprawdę nie pamiętam jej nazwy. Sprawdzę to i dam wam znać. Tylko jak?
- Kochana, masz Facebooka? – zapytała Lauren.
- Mam.
- No i załatwione – uśmiechnął się Mason.
Wtedy usłyszałam znajomą melodię. Po chwili zorientowałam się, że to mój telefon. Wyjęłam go z kieszeni. Gdy zobaczyłam, że dzwoni tata, powiedziałam tylko:
- Ojej, zapomniałam.
- Kto dzwoni? – zapytała Lauren.
- Tata.
Odebrałam.
- Tak tato?
- No Sweety, gdzie ty się podziewasz?
- Przepraszam tato, opowiem ci wszystko w domu. To długa historia. Zaraz będę.
- No dobrze, tylko się pospiesz.
- Tak, postaram się. Pa.
Rozłączyłam się.
- I co? – zapytała Lauren.
Wszyscy wyglądali na przerażonych.
- Nie martwcie się. To tylko mój tata. On nie jest groźny – zaśmiałam się.
- Uff, to dobrze… Już się bałem, że się na ciebie zdenerwuje – powiedział Julio.
- Nie, mój tata taki nie jest – uśmiechnęłam się i dodałam – ale muszę lecieć, żeby mu się nie narazić. Znajdźcie mnie na Facebooku, nazywam się Amanda Truman. Pa!
Ruszyłam w kierunku domu, rozplątując słuchawki.

1 - W tym momencie radzę skorzystać z tego https://maps.google.pl/maps?hl=pl, wpisać Santa Monica, Los Angeles i odrobinę sobie oddalić, żeby się orientować, co gdzie jest )

2 - Klasa 9 Freshman (14-15 lat, pol. II gim.)
Klasa 10 Sophmore (15-16 lat, pol. III gim.)
Klasa 11 Junior (16-17 lat, pol. I szk. śr.)
Klasa 12 Senior (17-18 lat, pol. II szk. śr.)

______________________________________
Jeśli masz jakieś pytania - http://ask.fm/purplesky0
Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle.
Dziękuję
 

 
Purple Sky 6

Na lotnisku czekał na nas facet z kartką, na której napisane było „Truman Family”. Był ubrany w garnitur, miał rude włosy, lecz gdy się przyjrzałam ujrzałam wśród nich dużo pojedynczych, siwych włosów. Uśmiechnął się, widząc nas. Gdy się przywitał, tata wyjaśnił mi, że to właśnie on jest tym tajemniczym „wydawcą z Kalifornii”.
- Nazywam się Larry Boyd, ale możesz mówić do mnie Larry – powiedział, ściskając moją rękę.
- Amanda Truman – przedstawiłam się.
Stwierdziłam, że skoro jestem w Stanach to wszyscy mogą do mnie mówić Amy, więc szybko dodałam:
- Ale możesz mi mówić Amy, Larry – uśmiechnęłam się szeroko.
Gdy, będąc jeszcze w Polsce, zastanawiałam się nad postacią „wydawcy z Kalifornii”. Sądziłam, że nigdy go nie spotkam, ponieważ moi rodzice nie lubią łączyć życia zawodowego z prywatnym. Jednak dochodzę do wniosku, że skoro tak mile się ze mną przywitał, to chyba będziemy się spotykać częściej niż to sobie wyobrażałam. Tym bardziej nie spodziewałam się go spotkać na lotnisku. W końcu taki wydawca musi być porządnie zajęty…
- Ile masz lat, Sweetheart? – uśmiechnął się wesoło.
- Piętnaście.
To „Sweetheart” tak mnie rozczuliło, że nie mogłam przestać się uśmiechać.
- Och, to świetnie! – Larry podniósł głos. – Musisz poznać moje dzieci, są w podobnym wieku.
Jego optymizm zaczął mnie przerażać. Wciąż był wesoły, uśmiechał się coraz szerzej…
- Dobrze, nie stójmy tu tak. Czas zobaczyć wasze nowe mieszkanie.
Ucieszyłam się, że przestał już mnie wypytywać. Jednak jeszcze bardziej ucieszyłam się z tego, że będę mogła zobaczyć moje nowe miejsce zamieszkania na żywo, a nie tylko na zdjęciach. W końcu też będę mogła zobaczyć mój pokój!
Gdy mama pokazywała mi zdjęcia domu na swoim laptopie, pominęła mój pokój. Powiedziała, że to jest niespodzianka i że lepiej będzie jeśli po raz pierwszy zobaczę go na żywo. Oczywiście, ciekawość mnie zżerała, ale dałam radę
Wsiedliśmy do jakiegoś samochodu. Nie wiem, czy był to samochód Larry’ego, czy jakiś wynajęty, ale nie miało to większego znaczenia.
- Stąd do Brentwood jest jakieś 16 mil, czyli pół godziny drogi – poinformował nas Larry.
Po chwili wjechaliśmy na autostradę. Nie było tam zbyt wiele samochodów, ponieważ zbliżała się 8, a o tej porze mało kto gdzieś jeździ. Po prawej stronie widać było centrum – skupisko wieżowców. Po lewej były jakieś duże budynki. A to hotel, a to jakiś salon samochodowy. W oddali widać było osiedle domków jednorodzinnych, a w niektórych miejscach nawet ocean. Byłam zafascynowana. Nawet nie zauważyłam kiedy zjechaliśmy z autostrady.
- No, jesteśmy w Brentwood – powiedział Larry.
Było to czymś w rodzaju wielkiego skupiska domków jednorodzinnych. Żadnych wieżowców, żadnego centra handlowego… Nic. Tylko domy, domy… „Ale chwileczkę…” – pomyślałam. „Przecież wszyscy mówią, że mamy tu MIESZKANIE. Przecież tu nie ma żadnych bloków, kamienic, niczego. Może jednak zamieszkamy w takim domku jak te tutaj?” – zastanawiałam się.
Po chwili wszystko się wyjaśniło. Przejechaliśmy przez bramę i znaleźliśmy się na bardzo fajnym osiedlu. Składało się z ono z domów szeregowych. Po prostu, ileś takich samych domów połączonych ze sobą. Każdy taki dom to trzy mieszkania na trzech piętrach. Właśnie w takim domu mieliśmy zamieszkać. Nasze mieszkanie znajdowało się na trzecim, najwyższym piętrze.
Larry zaparkował samochód na osiedlowym parkingu. Wzięliśmy nasze bagaże i ruszyliśmy za nim. Okazało się, że musimy tylko obejść szereg domów, w którym mieści się nasze mieszkanie, ponieważ będziemy mieszkać przy parkingu.
Wszystkie domy w naszym szeregu miały duże okna i były żółte. W szeregu było ich siedem. Nasz to drugi od prawej. Weszliśmy do środka. Schody prowadzące wyżej były podobne do takich w zwyczajnym bloku, tyle że ładniejsze, węższe i czystsze. Była też winda. Postanowiliśmy z niej skorzystać, ponieważ nasze walizki nie należały do najlżejszych. Wjechaliśmy na najwyższe piętro. Gdy wysiedliśmy z windy zobaczyliśmy dwie pary drzwi naprzeciwko siebie.
- Wasze mieszkanie jest po prawej – powiedział Larry, po czym dodał – w tym momencie się z wami pożegnam, gdyż jest już dość późno i nie chcę wam przeszkadzać.
- Dziękujemy za wszystko – powiedział tata.
Pożegnaliśmy się z Larrym, a ten wręczył tacie klucze do mieszkania.
- Będziemy w kontakcie – zwrócił się do taty i odszedł.
Stanęliśmy przed drzwiami. Tata przekręcił klucz w zamku i położył rękę na klamce.
- Jesteście gotowe? – zapytał mnie i mamę.
- Tak! – odpowiedziałyśmy jednocześnie.
Tata powoli otworzył drzwi. Gdy weszłam do mieszkania poczułam się jak uczestniczka programu „Dom nie do poznania”. Wciąż tylko powtarzałam: „O mój Boże, o mój Boże, nie wierzę!”. Po wejściu zobaczyłam przed sobą tylko wielkie okno, przez które widać było osiedlowy parking. Gdy spojrzałam w lewo, ujrzałam piękny salon. Ruszyłam w jego stronę. Na środku stał stolik, a wkoło niego kanapy. Na wprost mnie był kominek, a po prawej stronie telewizor. Wszystko w dwóch kolorach – szarym i żywym pomarańczowym.
Na lewo od salonu była kuchnia. Wyglądała jak typowa amerykańska kuchnia. Na środku wyspa z wysokimi krzesłami. Szafki, lodówka, itp. przy ścianie. Była piękna. Szafki były w bardzo ciekawym kolorze. Był to szary, ale wchodzący w brąz. Albo brąz wchodzący w szary… Nie wiem jak go określić. Nieważne. Na ścianie naprzeciw mnie znajdowało się wielkie okno.
Wróciłam do drzwi wejściowych. Obok nich były inne drzwi. Otworzyłam je. Okazało się, że jest to łazienka. Weszłam do środka. Była dość duża. Po prawej stronie był prysznic, a obok toaleta. Na wprost był zlew. Jednak lewa strona bardziej mnie zachwyciła. Była tam ogromna wanna, dwa razy większa od wanny, którą mieliśmy w Polsce.
Wyszłam z łazienki. Zostały mi do sprawdzenia tylko dwie pary drzwi – jedne na wprost, drugie po prawej stronie. Postanowiłam sprawdzić najpierw te na wprost. Miałam nadzieję, że to już mój pokój, ale niestety – była to sypialnia rodziców. Na środku stało ogromne łóżko. Po jego lewej stronie było oczywiście wielkie okno i wyjście na balkon. Natomiast naprzeciw były dwie pary drzwi po obu stronach ściany. Okazało się, iż jest to szafa, przez którą można przejść. Po prostu – wchodzisz z jednej strony, wychodzisz z drugiej.
Teraz zostały już tylko jedne drzwi do sprawdzenia. „To na 100% mój pokój!” – pomyślałam. I miałam rację. Gdy otworzyłam drzwi i zobaczyłam mój pokój, oczy napełniły mi się łzami. Na środku stało łóżko, a nad nim półki i szafki. Naprzeciwko łóżka był regał, a obok niego, naprzeciwko dużego okna, biurko. Po lewej stronie były jakieś drzwi. Gdy je otworzyłam, okazało się, że jest to garderoba. Popłakałam się ze szczęścia. Rzuciłam się na łóżko i wpatrywałam w sufit, gdy nagle wszedł tata.
- I jak ci się podoba, Sweety? – zapytał.
- Jest cudownie, Daddy, cudownie…
_________________________
Jeśli nie jesteś w stanie wyobrazić sobie mieszkania, oto zdjęcia, którymi się inspirowałam:
○kuchnia: http://www.luxlife.pl/wp-content/uploads/2009/05/nowoczesny-apartament-w-nowym-jorku4.jpg
○salon: http://www.luxlife.pl/wp-content/uploads/2009/04/apartament-w-montrealu1.jpg
http://www.luxlife.pl/wp-content/uploads/2009/04/apartament-w-montrealu2.jpg
http://www.luxlife.pl/wp-content/uploads/2009/04/apartament-w-montrealu3.jpg
○łazienka: http://www.luxlife.pl/wp-content/uploads/2009/04/apartament-w-montrealu7.jpg
○sypialnia rodziców: http://www.luxlife.pl/wp-content/uploads/2009/04/apartament-w-montrealu6.jpg
○pokój Amandy: http://cdn.freshome.com/wp-content/uploads/2010/06/teen-room-design1.jpg ______________________________________
Jeśli masz jakieś pytania - http://ask.fm/purplesky0
Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle.
Dziękuję
 

 
Purple Sky 5

Nuda, nuda i jeszcze raz nuda! Na szczęście to już ostatni lot. Cała podróż – z Warszawy do Los Angeles – trwa 20 godzin. Jeszcze pozostały nam jakieś 2 godziny. Jestem wycieńczona. Niby siedzę sobie jak VIP na dobrym miejscu, nogi wyciągnięte przed siebie, fotel rozłożony, osobisty telewizor przed nosem, a mimo to jest strasznie. Przesłuchałam już chyba wszystkie piosenki na mp3, przeszłam wszystkie gry na komórce, a mama przez cały czas ma laptopa i ani myśli, by na chwilę przerwać pisanie. W tym małym telewizorku wmontowanym w oparcie fotela przede mną też nie ma nic ciekawego. Mam tyle szczęścia, że mogę sobie wybrać co chcę obejrzeć, lecz wszystkie ciekawe filmy jakie tu mają obejrzałam podczas drugiego lotu.
Ogólnie to podróż do USA w moim przypadku składa się z trzech lotów. Pierwszy z nich odbywał na trasie Warszawa – Wiedeń i trwał 2 godziny. Było całkiem fajnie. Mimo, że co roku latam samolotem, zawsze podziwiam widoki. Najfajniej jest, gdy samolot przelatuje przez chmury. Cieszę się wtedy jak małe dziecko.
We Wiedniu musieliśmy czekać godzinę na następny samolot. Zjedliśmy śniadanie w restauracji na lotnisku, ponieważ nie można do samolotu zabierać własnego jedzenia. Później wsiedliśmy do samolotu i wylecieliśmy w stronę Waszyngtonu. Ta podróż była gorsza. Przez chwilę jeszcze podziwiałam widoki z słuchawki podłączonymi do mp3 w uszach, lecz zaczęłam za dużo myśleć.
Przypomniał mi się cały miniony tydzień. Cały weekend przeglądałam swoje rzeczy, żeby zdecydować co zabrać ze sobą. Każdego dnia spotykałam się z Anetą, żeby spędzić z nią jak najwięcej czasu. O tak, Aneta… W oczach zebrały mi się łzy. „Nie, nie będę się rozklejać w samolocie pełnym ludzi” – pomyślałam. Przypomniałam sobie, że ona dziś rano specjalnie wstała o piątej rano, żeby się ze mną pożegnać… Nie wytrzymałam. Po moim policzku spłynęła łza. Kątem oka spostrzegłam, że tata spojrzał na mnie, więc szybko odwróciłam głowę w stronę okna.
W poniedziałek byliśmy w konsulacie po wizy. Trochę nam to zajęło, ale dzięki temu całemu „wydawcy z Kalifornii” wszystko się udało. W środę zaczęłam się na poważnie pakować. Postanowiłam, że wezmę moją wieżę, mimo iż tata proponował, że zamiast niej kupi mi głośniki. Oprócz tego kilka ważnych dla mnie rzeczy i chwilowo niepotrzebne ciuchy. To samo zrobili rodzice. Wszystko, co wybraliśmy wysłaliśmy firmą kurierską na nasz nowy adres. Paczka dotrze trochę później niż my, bo będzie transportowana statkiem.
W czwartek spakowałam swoje rzeczy, a wieczorem zaprosiłam kilkoro bliskich znajomych i poszliśmy na mój koszt do McDonald’s w ramach pożegnania. Oczywiście się popłakałam. Pożegnania zawsze mnie wzruszają. Ala, dziewczyna z mojej klasy, dała mi bransoletkę z muliny z flagą USA, którą sama zrobiła. Aneta też płakała, mimo że wiedziała, że pożegna się ze mną rano.
Dzisiejszy ranek był spokojny. Obudziłam się odpowiednio wcześnie, więc miałam czas, żeby na spokojnie wszystko posprawdzać, ładnie ułożyć włosy i takie tam. Po śniadaniu napisała Aneta z pytaniem, czy już wstałam i czy może przyjść, żeby się pożegnać. Oczywiście się zgodziłam. Gdy nadszedł czas szykowania się do wyjścia, chyba dotarło do niej, że to czas pożegnania, bo miała oczy pełne łez. Po spakowaniu wszystkich walizek do samochodu wujka, który miał nas zawieźć na lotnisko, nadeszła chwila pożegnania. Aneta już niczego nie ukrywała. Płakała. Była na to przygotowana, bo wzięła ze sobą dwie paczki chusteczek. Płakałam razem z nią. Padłyśmy sobie w ramiona. Ślicznie pachniała. Tak jakoś charakterystycznie… Jak Aneta. To był jej zapach. Ale to nie było w tym momencie ważne. Po prostu wtuliłam się w jej ramię i płakałam, płakałam, płakałam… Ona też. Miałam ochotę tak stać i przytulać ją do końca życia. Na zawsze. Już nigdy nie wypuścić z uścisku... W końcu musiał nadejść ten czas. Nie wiem, ile czasu minęło. Spojrzałam na nią. Jej twarz była czerwona, a oczy zapuchnięte. Zaczęła nerwowo grzebać w kieszeniach bluzy.
- Chusteczkę? – zapytała uśmiechając się przez łzy i wyciągając w moją stronę paczkę chusteczek.
Wzięłam chusteczkę bez słowa. Wytarłam twarz i wydmuchałam nos. Schowałam ją do kieszeni i spojrzałam na Anetę. Znowu padłyśmy sobie w ramiona. Płakałyśmy. Po chwili usłyszałam delikatny głos taty:
- Amy…
Puściłam Anetę i spojrzałam na rodziców. Mama wycierała oczy chusteczką. Gdy podeszłam bliżej, zobaczyłam na policzku taty niewielką mokrą kreskę zaczynającą się z oka, a kończącą w połowie szyi. Tak, razem z Anetą wzruszyłyśmy nawet tatę. Wsiadłam do samochodu, zamknęłam drzwi i spojrzałam przez okno. Aneta stała pod naszym byłym już domem. Płakała. Ja oczywiście też od razu się rozpłakałam. Pomachałam jej i odjechaliśmy.
Płakałam przez całą drogę na lotnisko. W końcu zorientowałam się, że zaraz wyjdę do ludzi i wypadałoby się ogarnąć.
Wysiedliśmy, wzięliśmy nasze walizy i pożegnaliśmy się z wujkiem. Oczywiście w czasie pożegnania z nim też miałam oczy pełne łez.
Co prawda nasz wylot był za 3 godziny, ale i tak na lotnisku trzeba być odpowiednio wcześniej, bo trzeba przejść przez odprawę i takie tam.
Na szczęście obyło się bez żadnych problemów. Wsiedliśmy do samolotu. Usiadłam przy oknie. Pożegnałam Polskę i samolot wystartował.
***
Podczas lotu z Wiednia do Waszyngtonu najpierw oglądałam filmy, a potem tata trochę mi opowiedział o Stanach. Będziemy mieszkać w Los Angeles, w dzielnicy Brentwood. Jest ona oddalona z 4-5 mil od plaży. Będę chodzić do drugiej klasy High School. Druga klasa to tzw. Sophomore. Będę musiała sobie wybrać przedmioty, których chcę się uczyć. Ogólnie to tata dużo mi opowiedział o High School. Wytłumaczył wszystko. Rozmawialiśmy do samego lądowania.
W Waszyngtonie musieliśmy czekać dwie godziny do wylotu. Chciałam iść obejrzeć miasto, lecz okazało się, że lotnisko jest na obrzeżach i bez wynajętego samochodu nie jesteśmy w stanie dostać się do centrum. Niestety, nie mieliśmy wystarczająco dużo czasu by wynająć samochód.
Nie wiem jakim cudem, ale po pewnym czasie spędzonym na łażeniu po lotnisku znalazłam się na najwyższym jego piętrze. Były tam wielkie okna, z których doskonale widać było miasto. Niestety, po chwili zadzwonił tata, z wiadomością, że mam wracać, bo za chwilę mamy odprawę.
Od tamtego momentu minęło półtora godziny, a ja się nudzę. Nie mam już tematów z tatą, muzyki do słuchania, filmów do oglądania, widoków do podziwiania, a mama zajęta jest książką, którą pisze przez cały lot. Nie pozostało mi nic innego jak wygodnie się ułożyć i zasnąć. To był ciężki dzień…
***
Obudziłam się, gdy poczułam, że mam zatkane uszy. Tak, zmiana ciśnienia, a to oznaczało tylko jedno – lądujemy!

______________________________________
Jeśli masz jakieś pytania - http://ask.fm/purplesky0
Jeśli dotrwałeś/aś do końca - dziękuję.
Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle.
Dziękuję
 

 
Purple Sky 4

Po chwili trafiłyśmy na niewielką polanę. Nic niezwykłego - malutka łączka w środku lasu. Aneta wyjęła ze swojej niewielkiej torby cienki koc i rozłożyła go na samym środku. Usiadłyśmy na nim. Byłam zachwycona tym miejscem.
- Zawsze przychodziłyśmy tu z mamą - powiedziała cicho.
No tak, jej mama. Nie miałam okazji jej poznać. Znamy się z Anetą od czwartej klasy podstawówki, a jej mama zmarła gdy ta miała zaledwie 8 lat. Mało o niej słyszałam. Aneta powiedziała mi tylko, że zmarła z powodu powikłań po urodzeniu jej młodszego brata. Ogólnie moja przyjaciółka nie lubiła mówić o sobie i swoich problemach. Naprawdę przychodziło jej to z trudem. To, że zaczęła temat swojej mamy, było do niej niepodobne. Postanowiłam nic nie mówić, tylko cierpliwie jej słuchać.
- Gdy miałam pięć lat, tata postanowił nauczyć mnie jeździć na rowerze bez bocznych kółek - Aneta zaczęła swoją opowieść. - Byłam oporna, ale mama obiecała mi, że gdy się nauczę, to w nagrodę zabierze mnie do pewnego magicznego miejsca. Jako że strasznie lubię niespodzianki, po tygodniu jeździłam już bez problemu. To był piątek. W niedzielę spakowaliśmy się na piknik i przyjechaliśmy właśnie tutaj. Siedzieliśmy tu do wieczora. Pamiętam, że chciałam tu przyjeżdżać codziennie. Bywaliśmy tu średnio co dwa tygodnie. Gdy miałam siedem lat, poprosiłam tatę, aby zbudował mi domek na tamtym drzewie.
Mówiąc to wskazała na stojące nieopodal duże drzewo. Było idealne na domek. Miało dużo grubych konarów na tym samym poziomie. Zauważyłam kilka zgnitych, zarośniętych desek przybitych do niego. Większość z nich była połamana.
- Zapewne dziwisz się, dlaczego te deski są w takim stanie - powiedziała Aneta, wręcz czytając w moich myślach - Niedługo po tym, jak tata rozpoczął budowę, dowiedzieliśmy się, że mama jest w ciąży. Już od początku były problemy. Mama często lądowała na długo w szpitalu. Gdy z niego wychodziła to na krótko. Do dziś nie wiem dlaczego. Wiadomo, bo co niby mieli powiedzieć małej dziewczynce z podstawówki? Nieważne. W każdym razie tata przestał budować domek. W ogóle tutaj nie przychodziliśmy. To było mamy miejsce. Teraz jak tu siedzę to cały czas o niej myślę.
W tym momencie głos Anety zaczął się łamać. Dotychczas obie patrzyłyśmy przed siebie, lecz teraz na nią spojrzałam. Miała oczy pełne łez. Jedna z nich wypłynęła i szybciutko spłynęła po policzku, aż spadła na jej kolana. Mi także zebrało się na łzy. Pomyślałam o mojej mamie. Niby taka zawsze nieobecna, zajęta sobą, lecz gdy pomyślałam, że mogłoby jej zabraknąć...
- Gdy umarła, byłam wkurzona - Aneta z trudem kontynuowała swą historię. - Nienawidziłam Daniela. Mówiłam sobie, że to przez niego mama umarła, że to była jego wina. Prosiłam tatę, żeby zostawił go w szpitalu. Boże, jaka byłam głupia i rozpieszczona!
- Przestań, miałaś osiem lat, twoja mama umarła, kto by tak nie zareagował?
Nie próbowałam opanować łez ani łamiącego się głosu. W sumie to nawet lubię gdy łzy spływają mi po policzkach.
- Tata zabrał go do domu, bo był zdrowy i nie musiał już dłużej być w szpitalu. Powiedziałam tacie, że ma wybierać - albo ja, albo Daniel. Potem wybiegłam z domu, wsiadłam na mój malutki, różowy rowerek i przyjechałam tutaj. Rozwaliłam szkielet domku. Nawet nie pamiętam jak. Później usiadłam pod drzewem i płakałam. Niedługo, bo szybko pojawił się tata. Gdy zapytałam się jak mnie tu znalazł, powiedział, że przecież nie znam żadnej innej drogi. W sumie racja, bo niby miałam te swoje osiem lat, ale rodzice nawet do sklepu nie pozwalali mi iść samej.
- A co z Danielem? Twój tata zostawił go samego w domu? - przerwałam jej.
- O to samo zapytałam. Jednak jak teraz o tym myślę, to sądzę, że mój tata nie jest jakimś debilem, żeby zostawiać czterodniowe dziecko same w domu. Okazało się, że gdy uciekłam przyjechali dziadkowie i zajęli się Małym.
Aneta umilkła. Spojrzałam na nią. Jej policzki świeciły się od łez. Moje pewnie też, ale to nie miało znaczenia.
- Po tym obiecałam sobie, że nigdy tu nie wrócę. I nie wróciłam. Aż do dzisiaj. Nigdy nie miałam potrzeby się z tego wygadać, lecz chciałam, żebyś wiedziała… Masz jakieś pytania? - uśmiechnęła się.
W sumie to miałam jedno, lecz wstydziłam się zapytać, żeby nie zmuszać Anety do przypominania sobie wszystkiego jeszcze raz. Jednak chciałam jej dać do myślenia.
- Hmm, w sumie to mam. Dlaczego teraz nie zapytasz się taty, na co zmarła twoja mama?
- Zastanawiałam się nad tym. Nie chce jednak wymagać od niego, żeby znowu sobie wszystko przypominał. Każda myśl o mamie powoduje u niego łzy. Widzę to. Nawet, gdy czasami po prostu obserwuje Daniela, ma oczy pełne łez.
- A dziadkowie? - zapytałam. - Oni też na pewno wiedzą.
- Nie mam z nimi aż tak dobrego kontaktu. Zresztą to by było dziwne. Wyobraź sobie taką sytuacje - jestem u nich i oglądam z nimi telewizje, powiedzmy "Familiadę" na przykład. I tak oglądamy, oglądamy, a ja nagle: "Babciu, na co zmarła mama?” No przestań. Wyszłabym na wariatkę.
Zaśmiałyśmy się.
Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęło się ściemniać. Poczułam, że gryzą mnie komary.
- Zbierajmy się już, bo mnie zaraz komary zjedzą - powiedziałam.
Aneta zgodziła się bez wahania. Gdy byłyśmy w połowie drogi zapytała:
- W ogóle to kiedy wylatujecie?
- W przyszły piątek.
- Co?! Już?! Przecież przeprowadzka to pełno roboty. Tego się nie da załatwić w tydzień!
- Ale my musimy. Wszystko mamy na ten dzień zarezerwowane.
***
Gdy wróciłam do domu mama jak zwykle pisała, tata siedział przy pustej półce, a wkoło niego piętrzyły się stosy różnorakich książek.
- Co robisz? - spytałam zdziwiona.
- Musze zdecydować, które książki wziąć, a które oddać.
- Gdzie oddać?
- Do biblioteki miejskiej. Zgodzili się je przyjąć.
- To my nie zabieramy mebli i tego wszystkiego ze sobą?
- Nie, dom sprzedamy razem z meblami. Weźmiemy tylko to, które będzie konieczne. Mieszkanie, które dostaniemy jest w pełni wyposażone. Zresztą, kochanie, pokaż jej - zwrócił się do mamy.
Podeszłam do jej laptopa. Gdy mama otworzyła pierwsze zdjęcie, stałam się najszczęśliwszą osobą na Ziemi. Nie mogłam uwierzyć, że niedługo to będzie moje mieszkanie.
______________________________________
Jeśli dotrwałeś/aś do końca - dziękuję.
Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle.
Dziękuję
 

 
Rozdział trzeci.

PS 3



Aneta nie była tak szczęśliwa jak ja. Gorzej - była bliska płaczu. Gdy otworzyła mi drzwi rozpromieniła się, lecz gdy opowiedziałam jej wszystko - załamała się. Nic dziwnego. Tak naprawdę oprócz mnie nie ma tu nikogo. Nie, nie jest jakaś nielubiana, wręcz przeciwnie - wiele osób ją lubi. Niestety na samym lubieniu się kończy. Przyjaciółkę ma tylko jedną - mnie.

- Kiedy wyjeżdżacie? - głos Anety łamał się.

- Nie wiem, nie zdążyłam zapytać, od razu popędziłam do ciebie. Ale myślę, że jakoś niedługo, przed rozpoczęciem roku szkolnego.

Łza spłynęła po policzku Anety.

- Nie płacz - poczułam, że mój głos także się łamał. - Przecież jest coś takiego jak Skype, a pewnie co roku będę przyjeżdżać do dziadków.

- Ale nie będę cię już widywać! - wściekła się – Zrozum to! Ty sobie będziesz szczęśliwa w Stanach, a ja co?! Z kim będę się trzymać w szkole?! Kto pójdzie ze mną polować do skateparku?!

- Spokojnie, przecież wszyscy cię lubią, na pewno będzie dużo chętnych osób - uśmiechnęłam się.

- Tak, oczywiście... - powiedziała z dosadnym sarkazmem.

Poczułam, że czas się wycofać. Wiem doskonale, że Anecie najłatwiej jest przemyśleć pewne sprawy w samotności i ciszy.

- To może ja już lepiej pójdę - powiedziałam.

Wyszłam. Ku swojej radości w kieszeni znalazłam słuchawki. Bez zastanowienia podłączyłam je do telefonu. "Hmm, czego by tu...?" - pomyślałam. Nie wiedziałam na jaką piosenkę miałam ochotę. Przed chwilą byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, ale po spotkaniu z Anetą byłam załamana. Stwierdziłam, że wole poprawić sobie humor, zamiast dalej się pogrążać. Wybrałam "Gold Rush" Eda Sheerana, moją ulubioną, i wesoło pomaszerowałam do domu.

***

- I co, jak Aneta? - zapytał tata, gdy tylko usłyszał, że weszłam.

- Strasznie. Jest załamana. W końcu poza mną nie ma nikogo tak bliskiego.

- Co racja, to racja. Będzie pewnie jeszcze bardziej załamana, gdy jej powiesz, że wylatujemy za tydzień w piątek.

- Co?! - zrobiłam duże oczy. - Tak wcześnie?! Dlaczego?!

Zrezygnowana usiadłam na krześle obok taty.

- Myślałem, że chcesz być w USA jak najprędzej...

- No tak, chcę, ale co z Anetą?

- Widzisz, kochana, jak to mówią, jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził.

- Tato! Wiesz przecież, że nie znoszę tych głupich przysłów i powiedzonek! Dlaczego wylatujemy tak wcześnie? - wróciłam do tematu.

- Bo mamy dużo rzeczy do załatwienia. Wprowadzenie się, załatwienie wszystkich papierów, zapisanie ciebie do szkoły...

Właśnie - szkoła. To, co każdy uczeń "kocha" najbardziej. Ale chwileczkę... Przecież teraz nie będę chodzić do normalnej, nudnej szkoły, tylko do prawdziwej, amerykańskiej High School!

- Daddy, gdzie my w ogóle będziemy mieszkać?

- W Kalifornii. Przepraszam cię, że to nie Oklahoma, ale to nie jest zależne ode mnie. Ten człowiek, który zajmie się wydaniem książki mamy jest z Kalifornii i to właśnie tam załatwił nam mieszkanie. Ale dzięki temu będziemy blisko dziadków.

- Stan w tym momencie jest najmniej ważny, ważne, że będę mieszkać w USA! – ucieszyłam się.

Zorientowałam się, że przez to całe zamieszanie nie zjadłam nawet obiadu. Tata widocznie też nie, bo jadł razem ze mną.

Gdy skończyłam jeść i chciałam wrócić do swojego pokoju, poczułam delikatne wibracje w kieszeni.

- Słyszę, że ktoś się do ciebie dobija - powiedział z uśmiechem tata.

Zignorowałam go. Okazało się, że była to wiadomość od Anety o treści: "Możemy się spotkać? big_grin". Odpisałam: "Pewnie, gdzie? ^^"

Na odpowiedz nie musiałam długo czekać: "Wpadnę po Ciebie, przejdziemy się gdzieś"

Ona zawsze taka była w ekstremalnych sytuacjach. Trzeba ją zostawić samą, pozwolić na przemyślenie wszystkiego. Po tym ona sama proponuje rozmowę.

Gdy usłyszałam długo oczekiwany dzwonek do drzwi, byłam już gotowa. Jak na sierpień była ładna pogoda. Słonce lekko grzało, a wiatr delikatnie ochładzał. Aneta jeszcze przez chwile wyraźnie biła się z myślami, a następnie powiedziała cicho, ale wyraźnie:

- Przepraszam.

- Za co? - spytałam zdziwiona, bo nie widziałam żadnego powodu, dla którego miałaby mnie przepraszać.

- Za ten mój wybuch egoizmu. Za to, że zamiast cieszyć się twoim szczęściem, myślałam tylko o sobie.

- No przestań, przecież to normalna reakcja. Znamy się od wieków, a ja cię teraz zostawiam. Każdy by tak zareagował.

- Ale nie tak jak ja!

- Dobra, nieważne.

Przez chwile szłyśmy w ciszy. Nawet nie wiem dokąd, po prostu przed siebie. Jednak ona chyba miała dla nas jakiś plan.

- Dokąd tak w ogóle idziemy? - zapytałam.

- Jak najdalej od ludzi, żeby móc spokojnie pogadać.

Po chwili weszłyśmy do jakiegoś lasu. Nigdy tam nie byłam, ale Aneta chyba dobrze znała to miejsce.

- Gdzie jesteśmy? - zapytałam

- Zaraz ci wszystko opowiem…

_______________________________

Jeśli dotrwałeś/aś do końca - dziękuję.

Przepraszam za zakończenie w takim momencie ]

Jeśli spodobało Ci się, skomentuj.

Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało lub dostrzegasz jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym.

Chciałabym wiedzieć, co robię źle.

Dziękuję
 

 
Rozdział drugi.
Purple Sky 2

PS 2

Sierpień - chyba najdziwniejszy miesiąc w roku. Z jednej strony cieszę się, że są wakacje, że nic nie musze robić i mogę późno wstawać, lecz z drugiej strony już zaczynam myśleć o tym, że szkoła się zbliża. Dodatkowo czeka mnie jeszcze ta najgorsza rzecz - szkolna wyprawka. Nienawidzę tych wszystkich zeszycików, piórniczków i plecaczków, a do tego jeszcze te kilometrowe kolejki... Ostatnio zaczęłam myśleć o zakupieniu wszystkiego przez Internet, nie wiem tylko, czy mama się zgodzi. Myślę, że w ogóle nic jej nie będę mówić. Wystarczy, że powiem tacie, a on na pewno mi pozwoli. Mama nawet się nie zorientuje, będzie jak zwykle wpatrywać się w ekran swojego laptopa. Tak naprawdę jednak, to ona nie wpatruje się w ekran, ona robi coś wyjątkowego. Pisze. Pisze książki. Robiła to od zawsze.
Pamiętam, że gdy byłam młodsza, zawsze bałam się zasypiać sama, więc mama pozwalała mi zasypiać w salonie. Ona w tym czasie pisała na maszynie i piła miętową herbatę. Dźwięk wydawany przez maszynę do pisania i zapach mięty - uwielbiałam przy tym zasypiać.
Jednak mama nie jest pisarką. Można powiedzieć, że jest bezrobotna. Bezrobotna - to słowo brzmi jakoś haniebnie; bez pracy - to jest o wiele lepsze; a więc mama była bez pracy. Jednak swoje książki publikuje. Założyła sobie bloga, na którym publikuje swoją twórczość. Kiedyś włamałam się na jej laptopa i przesłałam sobie jej książki. Po przeczytaniu ich byłam mocno zdziwiona. Myślałam: "Jak moja mama mogła wymyślić coś takiego?". Były to powieści kryminalistyczne, pełne zagadek. Jednak mama wszystko wymyśliła tak, że zakończenie było niezwykle zaskakujące, takie, którego nikt się nie spodziewał.
Oczywiście dzisiaj ona już nie pisze na maszynie. Może i by pisała, lecz nasza maszyna była bardzo stara i pamiętam, że często się psuła. Mieliśmy akurat tyle szczęścia, że obok nas mieszkał pan Janek, który jakimś cudem zawsze nam tę maszynę naprawiał. Niestety, sześć lat temu pan Janek zmarł i mama musiała zacząć korzystać z komputera. Z okazji takiego "kroku w stronę cywilizacji" tata kupił jej laptopa. Mimo to mama nie lubiła na nim pisać. Do czasu.
Pewnego dnia tata wrócił z pracy z uśmiechem na twarzy. Nie mówił nic, nie zjadł obiadu, tylko wziął laptopa mamy i zaszył się w pokoju. Nikt oprócz niego nie wiedział o co chodzi. Dopiero po godzinie wyszedł z pokoju z jeszcze większym uśmiechem. Położył przed mamą laptopa. Jednak coś było z nim nie tak. Ekran był cały czarny. Zdziwiłyśmy się. Tata zwrócił się do mamy:
- Napisz coś.
Mama posłusznie nacisnęła kilka przycisków na klawiaturze i wtedy usłyszeliśmy TO. Każde przyciśnięcie powodowało, że komputer wydawał taki sam dźwięk jak klawiatura maszyny do pisania. Na ekranie pojawiały się pomarańczowe literki. Wszystko było stonowane, bez żadnych rozpraszających elementów. Mama zrobiła duże oczy, a potem uśmiechnęła się. Zabrała laptopa, zrobiła sobie herbatę i zamknęła się w pokoju. Tata jadł obiad wyraźnie dumny z siebie.
***
Byłam z Anetą w skateparku. Zawsze mnie dziwi, że w tak marnym kraju mamy takie cuda. Byłyśmy tam chyba ze trzy godziny. Ja byłam pojeździć, natomiast Aneta była tam z dwóch powodów. Po pierwsze, zawsze ją proszę, żeby poszła ze mną, bo nie lubię być sama. Oczywiście, mam tam jakichś kumpli, jednak jak ona jest gdzieś w pobliżu jest mi raźniej. Na początku nie lubiła tam przebywać, lecz odkąd odkryła drugi powód, dla którego ją tam zabieram, chodzi tam chętniej niż ja. Co jest tym drugim powodem? Coś, co Aneta lubi najbardziej, czyli ładni chłopcy. Większość z nich jest w naszym stylu, czyli tacy typu "skate". Wiadomo, dłuższe włosy z grzywką, trampki i deskorolki. Dzięki temu czasami nawet zdarza się, że to ona mnie prosi, abyśmy poszły do skateparku.
Wróciłam do domu. Była to pora obiadu, jednak tym razem w domu było jakoś... Inaczej. Weszłam do kuchni, a tam totalne zaskoczenie. Mama zamiast stać przy garach siedziała przy stole i uśmiechała się do taty, który widocznie wcześniej wrócił z pracy. Spojrzeli na mnie, a na ich twarzach pojawiły się uśmiechy.
- Kochanie, usiądź - powiedziała mama.
Byłam tak oszołomiona tym "kochanie" i całą sytuacją, że posłusznie usiadłam na krześle.
- Ty mów - tata zwrócił się do mamy.
- No dobrze. A więc tak - spojrzała się na mnie i zaczęła mówić, - Wiesz doskonale, że piszę książki, lecz nie wiem, czy wiesz, że od pewnego czasu publikuje je w Internecie.
- Wiem.
- Więc pewnie widziałaś, że publikuje je w dwóch językach. Dzięki temu jakiś miesiąc temu napisał do mnie pewien człowiek. Podawał się za jakiegoś wydawcę z Kalifornii i pisał, że bardzo podoba mu się moja twórczość. Sprawdziłam go i rzeczywiście okazał się być dość znanym wydawcą, więc wysłałam mu kilka innych rozdziałów do przeczytania, tak jak mnie prosił. Po tygodniu odpisał. Był zachwycony! Postanowił do mnie zadzwonić. Tata został moim menadżerem, bo on się lepiej zna na takich sprawach. Codziennie ten facet dzwonił i uzgadniali z tatą wszystko po kolei.
- Ale co uzgadniali? - zapytałam.
- Uzgadniali coś, co cię bardzo ucieszy. Powiedz jej - mama zwróciła się do taty.
Podekscytowana spojrzałam na tatę.
- Uzgodniliśmy, że jeżeli ten człowiek załatwi nam mieszkanie i wszelkie inne konieczne rzeczy to się przeprowadzamy.
- Ale gdzie? - pomyślałam, że będę musiała się rozstać z Anetą.
- Sweety, ty jeszcze nic nie rozumiesz? - tata zdziwił się. - A może to i lepiej. Wracając. Owemu człowiekowi udało się załatwić mieszkanie i wszelkie formalności związane z wizami...
- Chwila, chwila... – przerwałam mu - Związane z czym?
- Z wizami.
- Żartujecie sobie ze mnie! - dotarło do mnie o co chodzi.
- Nie, mówimy prawdę - tata uśmiechnął się. - Widzę, że załapałaś.
- Naprawdę? Nie, to niemożliwe... Naprawdę?!
- Tak! - mama roześmiała się.
- Przeprowadzamy się do Stanów?! - poczułam, że oczy napełniają mi się łzami.
- Tak!!
- Naprawdę?! Nie wierzę!
Popłakałam się ze szczęścia. Rodzice nic nie mówili tylko się uśmiechali. Uściskałam ich i wycałowałam ze wszystkich sił. Chciałam wszystko jak najszybciej opowiedzieć Anecie.
- Mamo, mogę?
- Do Anety? - mama uśmiechnęła się. - Oczywiście, że możesz. Leć!
______________________________
Jeśli dotrwałeś/aś do końca - dziękuję.
Jeśli spodobało Ci się, mogę wysłać Ci dalsze rozdziały.
Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało, lub zauważyłeś/aś jakieś błędy - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle. Dziękuję
 

 
Nawet nie wiesz, jak szczęśliwa będę jeśli to przeczytasz.
To pierwszy rozdział mojej "twórczości". To nie fanfic, to zwykła opowiastka )

Purple Sky 1

- To takie niesprawiedliwe! - przerwałam panującą ciszę.
- Ale co? - Aneta spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Życie w Polsce.
- Znowu to samo... - westchnęła ze zrezygnowaniem.
- Jak ty możesz tego nie rozumieć! Spójrz, na przykład teraz. Niby nic, idziemy sobie ze szkoły do domu, a na plecach mamy niezwykle ciężkie plecaki. Nic takiego? Wyobrażasz sobie, jak za kilka lat będą wyglądały nasze kręgosłupy? A takie dzieciaki w USA trzymają książki w wygodnych szafkach. Ktoś dba o nich i ich kręgosłupy. A u nas?
- W sumie jak tak mówisz, to masz racje. Chętnie spaliłabym ten plecak na stosie. No ale co my możemy z tym zrobić? Nic, jedno wielkie NIC.
- Nie rozumiem jak ludzie mogą tu mieszkać - lekko zmieniłam temat. - Weźmy przykładowo moich rodziców. Jak mój tata w ogóle mógł chcieć odwiedzić Polskę?
- Gdyby tego nie zrobił to nie byłoby ciebie - zauważyła Aneta.
- Trafne spostrzeżenie. Ale nie o tym teraz mówimy. No dobrze, odwiedził ten nasz okropny kraj, mimo iż jego jest o wiele ciekawszy. Spotkał moją mamę, pobrali się i urodziłam się ja. Ale dlaczego oni, do cholery, tu zostali?! Przecież mogli śmiało wyjechać!
- Może nie chcieli ci mieszać w papierach, czy coś. Albo chcieli, żebyś była bliżej rodziny, w końcu twój tata nie ma rodzeństwa, a tutaj masz kuzynów, ciotki, wujków...
- Nie wiem co oni chcieli i mnie to nie obchodzi, ale tą jedną decyzją zrujnowali kawałek mojego życia. Muszę tutaj cierpliwie mieszkać aż do osiemnastki, z marzeniami o USA. Musze męczyć się w tym kraju, aż w końcu uda mi się wyjechać stąd do cudownej Oklahomy...
- Dlaczego akurat do Oklahomy? - zapytała Aneta.
- Bo tam jest cudownie - powiedziałam rozmarzona. - Tam nigdy nie ma zimy!
- O, to w takim razie masz racje, że jest cudownie.
Nawet nie zauważyłam, kiedy znalazłyśmy się koło mojego domu. Pożegnałam się z Anetą i weszłam do środka.
Od progu krzyknęłam:
- Mamoo! Co jest na obiad?!
- Pierogi! - odkrzyknęła mama.
—Żeby już więcej nie krzyczeć weszłam do kuchni. Mama siedziała przy stole czytając gazetę, a w garnku na gazówce gotowały się pierogi.
- Za ile będzie obiad? - zapytałam.
- Za piętnaście minut - mama nie odrywała wzroku od gazety.
- To ja idę do siebie. Zawołasz mnie, jak już będą gotowe.
- Dobra.
Mama zawsze taka była. Wiecznie zajęta sobą. Sama w swoim malutkim święcie. Rzadko zwraca uwagę na innych. Na mnie też, ale może to i dobrze... Dzięki temu nie wytyka mi błędów ani nie porównuje do innych. Natomiast tata jest całkiem inny. To może być trochę dziwne, ale to z nim mam lepsze kontakty. Nie mam pojęcia z czego to wynika. Może z tego, że tata tak samo kocha Amerykę jak ja? Nie wiadomo.
Weszłam do swojego pokoju, rzuciłam plecak pod biurko i podłączyłam telefon do mojej wieży. O tak, moja wieża. Dzięki temu, że znalazłam sposób, żeby podłączyć telefon lub MP3 do niej, jest to teraz mój ulubiony sprzęt w domu. Niby nic, jeden znaleziony kabel, a daje tyle radości.
"Co by tu sobie włączyć?" - pomyślałam. Po krótkim namyśle włączyłam "I'm Yours" Jasona Mraz'a. Ta piosenka zawsze nastraja mnie pozytywnie, więc zaczęłam tańczyć i śpiewać. Nawet nie wiem, kiedy ten czas minął, gdy mama zawołała:
- Amanda, chodź na obiad!
Wyłączyłam muzykę i poszłam do kuchni. Za stołem siedział tata. Spojrzał na mnie i powiedział:
- Cześć Sweety, jak tam w szkole?
- Cześć Daddy, a dobrze - odpowiedziałam
Zawsze tak się do siebie zwracaliśmy. Mimo iż tata dobrze mówił po polsku, czasem mówimy do siebie po angielsku, z którym akurat nie mam problemu, gdyż tata uczył mnie go od najmłodszego. Dlaczego? Miedzy innymi dlatego, że mimo iż mój tata przeprowadził się do Polski, to jego rodzice, a moi dziadkowie, zostali w Stanach. Dziadków odwiedzamy średnio raz do roku. Uwielbiam u nich być. Mieszkają w Kalifornii, której, mimo wszystko, nie lubię, ale liczy się to, że w ogóle jestem w USA. Czas spędzany tam to najpiękniejsze chwile w moim życiu.
- Co dzisiaj? - zapytał tata. - Hmm, niech będzie „N”
Gdyby ktoś obcy w tej chwili siedział z nami przy stole, uznałby mojego tatę za wariata. Pomyślałby: "O czym on w ogóle mówi? Jakieś literki wymyśla". Ale my dobrze wiedzieliśmy, o co chodzi. Odkąd w szóstej klasie dziadek nauczył mnie wszystkich stanów w kolejności alfabetycznej, tata prawie codziennie sprawdza, czy je jeszcze pamiętam. On podaje literkę, a ja wymieniam stany na tę właśnie literę.
-“N”, tak? No dobrze. To będzie tak: Nebraska, Nevada, New Hampshire, New Jersey, New Mexico, New York, North Carolina i North Dakota - wymieniłam bez zastanowienia. – Dobrze?
- Dobrze, jesteś świetna.
Zaczęłam myśleć o dzisiejszej rozmowie z Anetą. Jednak to, dlaczego moi rodzice postanowili zostać w Polsce, w jakimś stopniu mnie obchodziło, więc zapytałam:
- Daddy, czemu wy w ogóle zamieszkaliście tutaj, a nie w Stanach?
- Dobre pytanie, Amy - tata nie lubił nazywać mnie Amandą. - Tutaj się urodziłaś, tu się pobraliśmy, więc ten kraj jest jakby częścią nas.
- I podoba wam się tu? - zdziwiłam się.
- Kiedyś nam się podobało, ale gdy patrzymy, co się teraz dzieje, to jednak przestaje nam się podobać. A tobie?
- Wcale! Szczerze mówiąc, nienawidzę tego kraju. źle się tu czuje i ciężko mi się żyje. Tak naprawdę to tylko czekam do osiemnastki, żeby stąd wyjechać.
- A gdzie byś chciała zamieszkać? - zapytał tata.
- W Oklahomie - powiedziałam z uśmiechem
Na tym rozmowa się zakończyła. Po zjedzeniu obiadu wróciłam do swojego pokoju. Cieszyłam się, że powiedziałam tacie, co sądzę o Polsce. "Może to im da do myślenia?" - zastanawiałam się.
_______________________
Jeśli dotrwałeś/aś do końca - dziękuję. Jeśli spodobało Ci się, mogę wysłać Ci dalsze rozdziały. Jeśli jest coś, co Ci się nie spodobało - proszę, napisz mi o tym. Chciałabym wiedzieć, co robię źle. Dziękuję